|
|
| Patrzysz na wypowiedzi wyszukane dla hasła: Aparat do gotowania jaj |
|
|
| Prace domowe | |
Zawsze "kochalem" majsterkowac. Po otrzymaniu mieszkania sam zrobilem meble do kuchni i przedpokoju (to ostatnie przetrwaly 33 lata, w ubieglym tygodniu poszly "na smieci"). Zawsze sam tapetowalem, malowalem, wbijalem gwozdzie, kladlem hydraulike; ale po drodze zbudowalem radio ktore, o dziwo gralo, przy samochodach rzadko korzystalem z pomocy mechanikow... Potem wszystko siadlo, ale spoko, nowa instalacje elektryczna w tych betonach robilem do wysokosci mi dostepnej, samemu. Zawsze kochalem zmywac, nigdy wycierac. Gdy moglem jeszcze to kochalem gotowac, smazyc, cudowac nad potrawami. Moje zapiekanki i wlasnegej receptury faszerowane jaja, do dzis dzieciaki wspominaja. Rzezbienie, malo juz intensywne dzis, to powod niejakiego Mixola, zaczal uczeszczac na kolko rzezbiarskie i mnie... zarazil. Za to z "mlekiem wyssal" reke do aparatu, do zdjec... kiedys moje hobby, dzis Jego artyzm. Poza tym jestem leniem, z czego wynika, ze nie cierpialem nigdy zakupow i... odkurzacza, pomimo, ze uchodze za pedanta, bo fakt w swoich rzeczach, w srodku nocy, po ciemku, wiem co gdzie, a narzedzia to az wstyd, po kazdym uzyciu szmatka i czyszczone... Kurna, teraz podpadne Pati i Byadze, no i Andzie... nie cierpie sie golic, zawsze laze z takim dwu-trzy dniowym zarostem. W domu wole, aby rzadzila zona... Nie ma, za kare..., ze mnie wziela! | |
| bóle kolan, refluks itp | |
Mam to samo zilony . Wykluczyłem całkowicie smażone i jajka w jakiejkolwiek postaci bo po nich tez mi się odbija . Tłuszczu też bardzo mało , mięso tylko gotowane najlepiej wołowe lub chude wieprzowe . Co do candidy to może aparat MORA , Vega test , biorezoanas . MÓgłbyś spróbować tez MO Słoneckiego . Metabolizm można zbadać analiza pierwiastkowa włosa . Mam tylko jeden adres gdzie to robią . CEntrum Medyczne dr. MIchalaka UL.Zbąszyńska 32/3 Poznań rejstracja : Pon.Śr.Pt. 15-18 tel. (061)8436000 Możesz poszukać czegoś bliżej siebie . Pozdrawiam | |
| obraz z lotu latawca | |
nawet jesli cała operacja przejdzie gladko to i tak z filmu nic niewyjdzie nikt z was nie wspomnial o wibracjach jakie towarzysza latawcowi w powietrzu.Zalezy tez jaki typ latawca wybralisce -zwykly( tradycyjny) --nie nadaje sie -skrzynkowy--stabilny bardzo dobry -saneczkowy wieloczlonowy--godny uwagi W związku z tym mam pytanie Ja tez mialem taki pomysl ale chcialem wykorzystac tani (9,99)analogowy aparat jednorazowy.I tu rodzi sie moje pytanie jak naciskac (uruchamiac) spust migawki w powietrzu. Ostatnii pomysl polega na zastosowaniu minutnika kuchennego do gotowania jaj . Nie wiem tylko jak on mial by naciskac na guzik migawki????? POMOZCIE DORADCIE **** za orty nie odpowiadam **** | |
| obraz z lotu latawca | |
W związku z tym mam pytanie Ja tez mialem taki pomysl ale chcialem wykorzystac tani (9,99)analogowy aparat jednorazowy.I tu rodzi sie moje pytanie jak naciskac (uruchamiac) spust migawki w powietrzu. Ostatnii pomysl polega na zastosowaniu minutnika kuchennego do gotowania jaj . Nie wiem tylko jak on mial by naciskac na guzik migawki????? POMOZCIE DORADCIE moim zdaniem wystarczy ustawić minutnik w odpowiedzim miejscu i wskazówka, która będzie się poruszać, w pewnym momencie naciśnie guzik i zdjęcie gotowe. tylko nie wiem czy poruszająca się wskazówke nie ma za małej mocy. ale jeśli tak, to wystarczy wymienić sprężynę na silniejszą. | |
| przygarnąć husky ...ale? | |
a wiecie, ze nie mam az tyle roboty przy jego futerku stan futerka zalezy chyba przede wszystkim od odzywiania psa. wyczesuje go roznie : raz w tygodniu a czasami raz na 2 tygodnie . futerko w ogole sie nie placze i siersc nie wychodzi. na poczatku, gdy byl malutki musialam go czesciej wyczesywac a teraz nie jest to konieczne. opowiadalam wczesniej o mojej znajomej, ktora dostala pod opieke papillona - on jest bardzo podobny do malego szpica. pierwsze pytanie jakie mi ta znajoma zadala : czym karmimy naszego psa bo ma takie piekne i lsniace futro. tamten pies u swojej wlascicielki byl tylko na suchej karmie . nie wiem, ja jakos nie wierze w te suche karmy .... nasz tez ja podgryza ale glownie dostaje prawdziwe jedzenie : surowe lub gotowane miesko, kosci . gdy mam kurczaka miele go w calosci z koscmi w maszynce i podaje. inne surowe miesko wraz z twarda kostka tez wcina az mu sie uszy trzesa , lubi zoltka jaj , miesko gotowane z ryzem i warzywami ... itd. no i ta moja znajoma zaczela podkarmiac tego papillona , gotowala mu pyszne jedzonko , codziennie wyczesywala itd. gdy pies wrocil do prawowitej wlascicielki odmowil jedzenia suchej karmy i nasiusial jej do lozka , chyba w ramach protestu bo nigdy tego nie robil. w tym tygodniu byl film o psach husky, gdzies na polnocy, jak ciagnely zaprzegi. widzielismy tylko kawalek filmu bo za pozno wlaczylismy telewizor. ps. ta nasza mala wlochata kulka okazala sie bardzo zlosliwa. do zdjec pozowal tylko mojemu mezowi. przede mna zwiewal gdy zblizalam sie do niego z aparatem | |
| Lunch Box - TYLKO przepisy i zdjęcia | |
Od tygodnia jestem szczęśliwą posiadaczką pojemnika ( a właściwie to mój Małż ) Ja też dopiero zrzuciłam z aparatu zdjęcia. Śniadania mężowskie z całego tygodnia: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() pozwoliłam sobie skopiować z kolejnego postu - żeby był porządek gonick Sałatka pierwsza: świeży ogórek, kukurydza i gotowane jajka - wszystko z łyżką majonezu i pieprzem (solić najlepiej tuż przed spożyciem, bo ogórki wcześniej osolone puszczają sok) Sałatka czwarta: serek wiejski z rzodkiewką i pietruszką A na ostatnim zdjęciu sałata lodowa z koperkiem i vinegretem | |
| Przepisy | |
Dzisiaj zrobiłem omleta i wyszedł nawet dobry. Fotek nie mam bo wystąpiły małe problemy z aparatem ale mysle ze jeszcze zdąze wrzucić jak zrobie następnego omlecika. Zrobiłem tak: 2 całe jaja sół łyżeczka śmietany 100g płatków owsianych 30g orzechów i rodzynek Powiem wam miodzio Z rodzynkami było takie słodkie w smaku Chudy 19xx - bez obaw, nic nie trzeba gotować. Mieszasz wszystko i na patelnie. Omlet z płatkami owsianymi poprostu poezja | |
| ciąża gupika | |
raczej z 3 małe kępki wystarczą wipedia Jeżeli tylko utrzymane są odpowiednie parametry wody, rozmnażanie tego gatunku nie sprawia żadnych kłopotów. Gupiki są rybami żyworodnymi (jajożyworodnymi), samice nie składają ikry, lecz rodzą w pełni ukształtowane młode, gotowe do samodzielnego życia. Do rozmnażania odpowiednia jest temperatura wody wynosząca ok. 22°C. Zapłodnienie ma charakter wewnętrzny, dokonuje go samiec, za pomocą płetwy odbytowej przekształconej w gonopodium. Ciąża trwa około 22-26 dni. Tuż przed samym porodem dobrze jest umieścić samicę w specjalnym kotniku akwarystycznym (zanurzaną w zbiorniku plastikową klatkę). W ten sposób narybek zostanie uchroniony przed zjedzeniem przez matkę lub starsze osobniki (kotnik nie jest konieczny, jeśli w akwarium jest bardzo dużo roślin i mało ryb, które i tak są bardzo spokojnego gatunku - ale wówczas i tak trzeba się liczyć ze stratą dużej części młodych gupików). Poród trwa zwykle kilka godzin. Ilość małych rybek zależy od wieku i wielkości samicy - od kilku do nawet kilkudziesięciu.Rekordowy miot liczył 193 młode. Małe rybki karmić należy specjalnym pokarmem pyłowym dostępnym w sklepach akwarystycznych. Na pierwsze kilka dni wystarczyć jednak może gotowane i roztarte żółtko jajka kurzego. Samica gotowa jest do kolejnego zapłodnienia już w kilka godzin po porodzie. Jeżeli do tego nie dojdzie, może użyć spermy tego samego samca, którą jest w stanie magazynować. W ten sposób potrafi zajść w ciążę nawet do 4 razy. Jeśli chcemy, aby małe rybki urodziły się silne i zdrowe musi być zachowana różnorodność genów, nie należy rozmnażać spokrewnionych ze sobą osobników. Kojarzenie ze sobą, np: rodzeństwa lub ryb pochodzących z tego samego akwarium stwarza duże ryzyko widocznych wad oraz mutacji (nieprawidłowa budowa szkieletu, skrzeli - kłopoty z oddychaniem, a w konsekwencji śmierć narybku), ponadto narybek o tak zawężonej puli genowej jest słaby i nieodporny. masz aparat wklej zdjęcie gupika z plamą to powiem co sądze | |
| ladem do Chin | |
Nastepnego ranka wstaje dosyc pozno, chociaz od rana dochodza mnie odglosy z zewnatrz. Szczegolnie kobiety idace gromadnie na pola rozmawiaja dosyc glosno a do tego dochodzi jeszcze warkot motocykli. Wyglada to jakby wszyscy mlodzi mieli tu w gorach motory. Niektorzy przystrajaja je kolorowymi wstazkami i sa podobni do Tybetanczykow, maja tez niekiedy takie same kapelusze jak w Tybecie. Po sniadaniu opuszczam goscinna wioske i kieruje sie do Weidong zamieszkalej przez ludnosc Hani (Akha)- pochodzenia tybetanskiego. Do przebycia mam 24 km i pokonuje je ponownie po czesci na piechote a po czesci na motorze. W zasadzie caly czas jestem sama na drodze, jesli nie liczyc kilku przejezdzajacych motorow. Wioska polozona jest na zboczu niewielkiej gory i tak jak wszedzie drewniane domy stoja na palach. W ten sposob "ziemia oddycha" i pod spodem ludzie trzymaja swinie, kaczki, gesi i kurczaki. Czesc przeznaczona jest na motory, traktory i drewno na opal. Kiedy wchodze do tej wioski, spotykam sie z zupelna obojetnoscia. Nikt sie mna nie interesuje ani nie proponuje noclegu. Postanawiam udac sie nad pobliska rzeka i zrobic pranie, bowiem wszystkie rzeczy mam juz brudne. Po chwili pojawiaja sie jakies dzieciaki, i to niby kapiac sie, caly czas mnie obserwuja a po godzinie podchodzi kobieta z 2 chlopcami i proponuje nocleg w swoim domu. Oczywiscie nie odmawiam i zadowolona podazam za nia. W domu jest jej maz, ktory przesiewa i suszy herbate. Dom jest duzy i zasobny. Jest tu w miare normalna lazienka (prysznic z ciepla woda), TV, wideo i duzo bambusowych mebli. Oczywiscie, jak wszedzie, brak toalety. Chlopcy bardzo rozrabiaja i nudza sie w domu tak, ze wszystkie moje rzeczy sa w niebezpieczenstwie, a szczegolnie aparat fotograficzny. Dlatego proponuje im spacer, aby ich czyms zajac . Wioska jest bardzo ladna, tylko niestety bardzo zasmiecona. Smieci wyrzuca sie na zewnatrz domow i to jest raj dla swin i kur. Kiedy wracamy, gospodyni podaje obiad na ktory skladaja sie: jajka gotowane na parze, 2 rodzaja warzyw, zupa z warzyw, ryz a jeszcze gospodarz czestuje mnie piwem. Poznym popoludniem zaliczam wycieczke do dzungli. Gospodyni prowadzi mnie do przepieknego wodospadu. Idziemy najpierw przez pola ryzowe, potem plantacje bananowcow i wchodzimy do lasu tropikalnego, bo raczej dzungla bym tego nie nazwala. Roslinnosc jest bardzo bujna, gospodyni zbiera jakies rosliny, ktore potem bedziemy jesc na kolacje. Mam tez okazje skosztowac krabow, zlapanych wczesniej przez matke chlopcow. Wieczorem cala rodzina zasiada do obejrzenia filmu na wideo. Dzieciaki sa tak zmeczone, ze zasypiaja w trakcie ogladania. Ja tez zaraz po filmie zbieram sie do spania. Przydzielono mi kat za firanka w wielkim pokoju, oprocz mnie spi tu bowiem jeszcze kilka osob. | |
| już wiosenne pogawędki rodziców 3- 4latków | |
monia24 gratuluje przyjęcia do przedszkola @ngel no mi też raczej będą robili zabieg około czerwca, no chyba że jakoś ich ubłagam, by ze wzgl na Iwa zrobili wcześniej. Bee wiedziała więcej w poniedziałek bo dopiero wtedy pojedziemy tam, MM jest tak zawalony robotą że nie da rady w tym tygodniu. iwcia:) na nalot serdecznie zapraszam sama bym Cię naleciała gdyby nie było tak daleko Współczuje opryszczki biedny Igor na pewno męczy się z tym diabelstwem i nic dziwnego że nie chce jeść. Pralkę jednak odratowałam, okazało się że w sitku przy odpływie była Iwa skarpetka ale jakbyśmy kupowali nowa to chyba Bosha. gosia27 zdrówka życzę Kasica27 ja na kopenhaskiej zrzuciłam tylko 4 kilo i byłam tym bardzo zawiedziona ale myślę że można tą dietę potraktować jako taki detoks, np ja czułam się po niej bardzo dobrze. Hello, nas jak na razie choroby omijają i oby tak dalej Młody zadowolony chodzi do przedszkola i codziennie uczy się czegoś nowego. Wczoraj po południu byliśmy na placu naszym i nauczył się sam zjeżdżać jak strażak po takiej metalowej rurce z drewnianego domku oczywiście miał z tego wielką radochę MM w niedzielę wrócił z delegacji i zrobił mi nielada niespodziankę bo kupił mi wymarzony aparat cyfrowy i memory sticka Aparat nic specjalnego ale jak na pierwszą cyfrówkę myślę że wystarczy i jakby kiedys zginął to wielkiej tragedii nie będzie. Teraz będę Was torturowała naszymi zdjęciami Dzisiaj jak pójdę po młodego musze porozmawiać z paniami, żeby go nie zmuszały do jedzenia jajka gotowanego, bo wczoraj by zwymiotował w toalecie biedak Na obiad mieli jajko i pewnie panie kazały mu je zjeść a on nie znosi jajek. Kurka tak wczoraj było miło na dworze a dziś kiszka wiatr się zrobił i nie jest za ciepło. | |
| Wiedza to potęga ! | |
barteks - zawsze robie zdjęcia ustawiając aparat automatycznie i muszę się streszczać, z drugiej strony wielką sztuką jest "panowanie" nad mięśniami... I choćby ucząc się anatomii - najszerszego grzbietu, zdałem sobie sprawę, że przyczep końcowy tego mięśnia przebiega pod pachą, dlatego najkorzystniej jest: - przywodzić ramię - prostować w łokciach - z rotacją wewnętrzną Lecz to tylko teoria i najlepiej liczyć na uwagi, bo kto może znać lepiej mięśnie.. Dziś nie odpuściłem treningu, jedynie przełożyłem na jutro, powód jeden – wyczerpany z braku snu. I mam do Was parę pytań: czy ktoś z Was przyjmował zwiększone ilości cynku np. Zincas Forte na noc, w celu podwyższenia testosteronu. I jak długo można stosować, czy podnosi poziom cholesterolu... czy robicie badania kontrolne i jakie warto robić... jak korzystnie można podzielić partie trenując 3 razy w tygodniu z wyłączeniem weekendów... SUPLEMENTACJA: 5:30h Białko 40g Posiłek #1 6-00 Płatki kukurydziane z mlekiem (z braku owsianych) Posiłek #2 7-30 5 całych gotowanych jaj - I:190g B:25 T:18 K:230 SUPLEMENTACJA: VITARGO 70g Posiłek #3 10-30 Ryż paraboliczny: I:100g W:78 K:350 Filet z kurczaka: I:100g B:20g K:100 warzywa (brokuły, papryka, pomidor) SUPLEMENTACJA: Białko 30g Posiłek #4 14-30 Ryż paraboliczny: I:100g W:78 K:350 Filet z kurczaka: I:150g B:30g K:150 warzywa (brokuły, papryka, pomidor) SUPLEMENTACJA: Białko 40g Posiłek #5 18-00 Ryż paraboliczny: I:100g W:78 K:350 Filet z kurczaka: I:150g B:30g K:150 Posiłek #6 20-00 Zupa Posiłek #6 21-00 Tuńczyk: I:130g B:24 K:120 Posiłek #7 około 23-30 ser biały I:250g B:40g K:200 Pozdrawiam | |
| Pasztet z sarny | |
Jak ja zrobiłem. Mięso z sarny; łopatka, żeberka i podroby (płucka, wątróbka, nerki, serce). oraz w zależności od ilości mięsa dodaję podgardle i 3-4 filety drobiowe dla złagodzenia smaku. Po wymoczeniu gotuję z dużą ilością warzyw przypaloną cebulką, czosnkiem i przyprawami (sól, pieprz, ziele angielskie oraz listek laurowy. Po ugotowaniu i przestudzeniu oddzielam mięsko od kości i mielę trzy razy na standardowym sicie razem z wszystkimi warzywami.Odlewam także trochę bulionu z gotowania, w którym namaczam czerstwe bułki. Po zmieleniu dodaniu namoczonych bułek, odciśniętych w zależności od konsystencji farszu. Wyrabiam dodając przyprawy sól, świeżo zmielony pieprz,świeżo zmieloną gałkę muszkatałową, majeranek oraz szczyptę cząbru. Konsystencję reguluję dolewając bulion z namaczania bułek. Farsz powinien być luźny. Na koniec dodaję pianę ubitą z 4-5 jaj. Wysmarowane masełkiem lub smalcem foremki obsypuję bułką tartą i układam farsz. Na koniec posypuję bułką tartą. Zapiekam w piekarniku ok. godziny w temperaturze 200'C Poniżej zdjęcia. Przepraszam za jakość ale aparat fotograficzny odmówił posłuszeństwa i robiłem telefonem.
| |
| kurczak | |
PAN BÓG JEST ŁASKAWY! 18:56 - Przeprowadzając standardowy rekonesans podwórka, wypatrzyłem na moim 18:57 - Jestem w kuchni. Gotuje wodę w czajniku. 19:05 - Przystępuje do ataku. 19:20 - Kolejny czajnik z wodą jest gotów do otwarcia ognia (o mało co się Dziękujemy Ci Boże, że dałeś nam zdolność myślenia, dzięki której | |
| Jak wyglądały Wasze oficjalne zaręczyny? | |
Dnia moich zaręczyn nie zapomnę do końca życia. Po pierwsze z pewnością dlatego, że był to dzień wyjątkowy z czysto emocjonalnego punktu widzenia, po drugie bo niezłe jaja odbyły się w ten dzień. Wszystko zaczęło się od zakichanej lodówki, która jak to rzecz martwa postanowiła się rozwalić dzien przed zaręczynami. Moja mama latała jak opętana po domu załamując się przy tym, że mój ojciec wywalił wszystkie kwity od sprzętu, bo... Stwierdził, że skoro nic przez rok się nie rozwaliło to na bank będzie już dobrze... Na biegu więc przewoziłam całe żarełko do lodówki w sklepie rodziców, a że moja mama umiaru w gotowaniu niestety nie zna - byłam zmuszona odbyć kilka kursów. Zresztą temat lodówki jest jakimś naszym fatum, od roku od kąd zamieszkałam z moim Łukaszkiem zdążyliśmy wymienić już trzecią W końcu uporałam się z wszystkim i już wiedziałam, że w dzień zaręczyn trzeba to do domu jakoś dostarczyć, na nowo pokonałam tę samą odległość Przy ostatnim kursie, stanęłam pod klatką i postanowiłam odsapnąć - racząc się dymkiem z papierosa. Widzę, że mój brat ze swoją żoną podjeżdżają pod blok, nieco mnie to zdziwiło ale w sumie mówię co tam, pewnie chcą pomóc. Oni ze zdziwieniem pytają się mnie co ja robię w dresach przed blokiem i czy coś się stało. Na co ja spokojnie opowiadam im całą historię, po czym pada pytanie z ust mojej bratowej: Aga - czy ty wiesz która jest godzina? Ja na to spoko, mam jeszcze kupę czasu żeby jako tako doprowadzić się do porządku, przecież mój mężczyzna wraz z rodzicami wychodzą ze swojego domu o 19:20. Po czym spojrzałam na zegarek - to właśnie była ta godzina. Poleciałam jak jaguar na IV piętro, wpadłam do łazienki i zaczęłam coś tam koło siebie działać. Mama puka do drzwi, wkłada głowę i mówi: Aga oni już są! Zamurowało mnie, po czym odpowiedziałam, żeby sekundkę pcozekali, ze szczotką we włosach przywitałam moich przyszłych rodziców. Mój mężczyzna obdarował rodziców jakimiś giftami, że niby to miało ich przekupić I tak stoimy w przedpokoju jak dupy wołowe, po czym moi rodzice z pretensją w głosie: No może zaprosiłabyś swoich przyszłych rodziców do stołu. Na co ja niewiele myśląc, odpowiedziałam: Zapraszam Później nie obyło się bez kolejnych komedii... Siedzieliśmy przy stole, w górę został podniesiony pierwszy kieliszek, w powietrzu coś wisiało... Po odłożeniu kieliszków na stół, my z Łukasem zaczęliśmy oglądać Janosika (nie wiem jakaś głupia tendencja w moim domu, włączania TV nawet w takiej chwili). Zorientowaliśmy się po 10 min, że w pokoju panuje cisza i wszyscy się w nas wpatrują, he he he. No więc mój Łukasz podniósł się i zaczął swoją piękno przemowę od słów: "Kochani rodzice i mamo..." Do tej pory nie wiem po co to podkreślenie mamy ale już niech będzie. Zapytał się wpierw mojego ojca o pozwolenie, ten siedział cicho, po czym powiedział do mamy siedzącej na drugim końcu stołu, że to w końcu ona ma zadecydować. Mama na to, że tak ale to tata jest głową rodziny. Wierzcie lub nie, ale my żeśmy stali jak wariaci i przękręcaliśmy głowę raz z prawej na lewą stronę, jakby nie mieli ochoty wyrazić swej opini. Później mama mi wytłumaczyła, że oboje mieli takie szklanki w oczach, że gdyby którekolwiek z nich coś powiedziało - to ukazałyby się łzy. W końcu wszyscy wyrazili swoją aprobatę, włącznie z oryginalnym tekstem mojego ojca: "Przecież i tak mi ją już zabrałeś, to po się pytasz". Oczywiście wszystko w żartach. Teściu miał za zadanie cyknąć nam kilka fot - tak dla pamiątki. Okazało się, że gdzieś z tych nerwów przestawił funkcję aparatu na tryb wielosesyjny. Efekt tego jest taki, że mamy relację prawie na żywo z gdzieś około 1 min naszych zaręczyn (nawet w tle można zobaczyć na którym etapie Janosika byliśmy)... Flesz błyskał nam po oczach jak na jakimś rozdaniu nagród a my dzielnie pokazywaliśmy światu nasze zaczątki GPS-ów. Ot i cała historia, dla mnie zostanie w pamięci na bardzo długo. Teraz w sumie się cieszę, że było troszkę z jajem i jakoś przez to przeszliśmy. | |
| Dziennik | |
haha;D prawa noga wysunięta bardziej w strone aparatu :] to dlatego ;] 10kg? sie robi... Przód będzie później :] za 2-3tyg może :] W pozach zarzuce przed cyklem jakimś tam. I później sie takie małe porównanie zrobi. [ Dodano: 19:57:00 Czw 15 Sty 2009 ] Podbiłem węgli ostatnio do 5.6 w treningowe i 5.2 w nietreningowe bo masa nic a nic nie szła od dłuzszego czasu. Jeśli zacznie przylewać to sie przytnie lekko albo aerobów dorzuci. Musi być eleganckie jak najmniej zatłuszczone 10kg Żeby wstydu nie było [ Dodano: 6:43:52 Pią 16 Sty 2009 ] Moje wczorajsze pichcenie sie sfotografowało więc mała relacja z gotowania... ![]() Wbić do miski 8jajek+2biłka i wrzucić 100g twarogu ![]() w międzyczasie zalać 300g płatków owsianych wodą ![]() dodać do jajek i twarogu ponad pół buteleczki aromatu migdałowego. ![]() do miski z jajkami, twarogiem i aromatem wrzucić wcześniej nasączone płatki owsiane, ~5łyżeczek słodziku i ze 100g rodzynek ZMIXOWAĆ ![]() obtoczyć formę bułką tartą ![]() wlać do formy zmixowaną maź i włożyć do rozgrzanego piekarnika na bóg wie ile;] ja piekłem ~ godziny, może ciut dłuzej ![]() zdjęcie w trakcie pieczenia EFEKT KOŃCOWY ![]() ![]() ![]() ![]() SMACZNEGO! PORCJA DLA DWÓCH! ALBO JEDNEGO.. NA DWA DNI (W MOIM PRZYPADKU) [ Dodano: 6:51:12 Pią 16 Sty 2009 ] ogolnie to by sie przydało zrobić ksiazke kucharska 'atleci.pl' ;D '1001 sposobów na kurczaka z ryżem' itp;D | |
| ladem do Chin | |
Nad ranem leje ale na szczescie ulewa szybko przechodzi i pokazuje sie slonce. Na sniadanie jem lo shi fan (makaron w zupie z dodatkiem zieleniny i marynowanych warzyw oraz chili), ale zaden nie jest tak dobry jak w Babu. Potem zwiedzam jeszcze Black Pagode (obecnie jest juz pomalowana na zloty kolor). Znajduje sie na wzgorzu, nad miasteczkiem i mam stad widok na cala okolice. A potem juz kolo poludnia ide w strone Manguanghan aby zlapac stopa. Nie jest to tutaj wcale trudne, zwlaszcza jak sie podrozuje w pojedynke. Po chwili juz siedze w ciezarowce i jade na poludnie. Kierowcy sa b. mili, czestuja mnie gotowana kukurydza. Robia jednak przerwe na zaladunek i krotka podroz przeciaga sie do 2-ch godzin. Ale wlasciwie to mi sie nie spieszy i ucinam sobie drzemke w samochodzie. Wysadzja mnie na koncu wsi, skad zaczyna sie trekking po dzungli. Jednak caly czas jest jakas droga, lepsza lub gorsza ( w budowie) i tak na prawde to tej dzungli tu juz nie ma. Cale polacie wypalone i wykarczowane po uprawe ryzu, fasoli, kukurydzy,bananow, zboza itd. Wioski, ktore mijam sa jak wymarle. Ludzie przez caly dzien pracuja na polu. Po kilku km jakas kobieta podwozi mnie na motorze do malej wioski w ktorej znajduja sie gorace zrodla. Tu mieszkancy zapraszaja mnie na kapiel i jajka gotowane wlasnie w tych zrodlach. Ludzie sa b. sympatyczni i dziwia sie, ze tak sama wedruje. Po 3 km dochodze do wioski Manpo w ktorej znajduje nocleg, zaraz w pierwszym domu przy drodze prowadzacej do wsi. Mloda kobieta pioraca na tarasie sama zaprasza mnie do siebie. Wioska zamieszkala jest przez ludnosc Bulang. Uprawiaja glownie herbate, bawelne i trzcine cukrowa. Meszczyzni nosza czarne, luzne spodnie, bluzy i i biale lub czarne turbany. Czasami maja tatuaze na klatce piersiowej, ramionach, nogach i brzuchach. Kobiety natomiast ubieraja sie b. kolorowa a kapelusze ozdabiaja kwiatami. Niektore barwia zeby na czarno, gdyz uwazaja, ze to poprawia ich urode. Jednak ja kiedy spotkalam 2 takie kobiety, to az doznalam szoku. Najlepszym widokiem w kazdej wsi sa tarzajace sie w blocie swinie a jest ich tu zatrzesienie. Mnostwo tu psow z potomstwem i widac, ze sa dobrze traktowane. Czestym widokiem jest kobieta, ktora trzyma psa na kolanach i iska go z pchel. Dzieci same podstawiaja sie pod aparat, najpierw sie boja i wstydza, ale ja widza sie na ekranie aparatu to chca wiecej i wiecej zdjec. Moge wiec fotografowac do woli i nikt nie wyciaga reki po pieniadze. Wieczorem moja uwage przyciaga swiatlo wielu latarek, to kobiety z dziecmi chodza wzdluz strumieni w poszukiwaniu krabow i zab, ktore nastepnie sa przygotowywane na kolacje. Gospodyni przyrzadza skromna kolacje: ryz i warzywa, ale dla mnie to wystarczajace. Potem jeszcze czestuje mnie arbuzem (sa tu dowozone z innych okolic). Zapomnialam jeszcze dodac, ze nie ma tu w ogole toalet, nie ma zwyczaju budowania ich. Ludzie zalatwiaja swoje potrzeby gdzie popadnie, lub chodza do lasu. | |
| Nasze podróże | |
Z racji zobaczenia pięknych miejsc to i przekonanie do namiotu pójdzie z aprobatą. My na swoją wycieczke zaplanowaliśmy własnie noclegi na kempingach. Aby jednak normalnie wypocząć to namiot był 4-osobowy na nas dwoje, miał sypialnię i przedsionek, nie było problemów aby do środka zmieściły sie dwa materace dmuchane dwuosobowe, śpiwory i cała masa naszych gratów - skór, kasków, butów, i toreb z ciuchami. Do tego mieliśmy stołęczki składane Jaxona (firma wędkarska) i stolik, który jednocześnie był bagażnikiem w motocyklu ![]() Widzę, że zaczyna mi się opowieść naszej wyprawy ![]() Zdjecia będe mieć jutro wiec dziś wiadomości ogólne z poczatku wyjazdu. Do zapakowania mieliśmy dwie sakwy boczne, sakwę górną, torbę na bagażniku na sakwie górnej oraz bagaznik na dole na haku do porzyczepy. Tak tak ten motocykl posiada hak do przyczepy i ma go normalnie wbitego w dowód rejestracyjny ![]() Każde z nas miało po jednej sakwie bocznej na swoje rzeczy, górna sakwa byłą na ręczniki, kurtki i ...laptop ponad nim torba z jedzeniem (aby zminimalizowac ewentualne koszty - mieliśmy trochę dań na szybko, kubki, kawe, herbate, cukier, palnik i naturalnie mała butlę gazową, pompkę do materaca, zestaw narzędzi typu nozyki, korkociąg, kompas, otwieracz hehe, zestaw sztućców specjalnie upolowanych w militariach tzw. przybornik. No i nie można zapomnieć o wysłużonej menażce, w której gotowaliśmy wodę, jajka, parówki itp rzeczy a w tarsie trzymalismy w niej łądowarki i kabelki.W bagażniku na haku mieliśmy sprzęt mieszkalno spalniowy - namiot, śpiwory, materac, krzesełka. Do umilania czasu mieliśmy dwie mp3 z muzyką, gps rejestrującego trasę naszych przejazdów, nieodzwonyą piosenką w 5 wykonaniach było "born to be wild" oraz insze utwory skłądankowe jak i płytki AC DC, Nightwish, itp. JAk jechaliśmy to było wiadomo, że to my ![]() Całośc ważyła z nami jakieś 650 kg. Na trasie nie było to nic nadzwyczajnego ale już jazda w wąskich uliczkach, w zakrętach w tłoku, na światłach.....masakra!!! Trasa zaplanowana była na tyle dobrze, że w zasadzie się jej trzymaliśmy. W niedzielę pojechaliśmy do reszty ekipy do Żmigrodu. Przy okazji odbębnilimsy tam paradę motocyklową ![]() Z rana w poniedziałek 1 czerwca wystartowaliśmy w liczbie 3 motocykle, 6 osób. Pokonaliśmy trasę ze Żmigrodu, przez całe Niemcy do miejscowości Colmar we Francji. Tam zanocowaliśmy. Zanim jednak posneliśmy, poszliśmy zwiedzic miasto i zapolowac na kolację. W zasadzie z ciekawszych rzeczy napotkaliśmy czołg jako pomnik, następnie w okolicach już godizny 22 cięzkawo było o otwarty lokal, nie mówiąc o piwie, którego to nasi kierowcy sie domagali. Udało się jednak odnaleźć knajpkę coś a'la fast food z kebabem i sandwiczami francuskimi. JAk przystało na kraj zgodnie zjedliśmy bagietki z sąłątą i serem pleśniowym popijając bardzo słodkim piwem francuskim. Oczywiście mam zdjęcia z buła jak i z puszka tylko nie mogę sobie przypomnieć czy na moim aparacie czy na znajomego ze Żmigrodu ale kiedyś dorwę te zdjecia.NAstępny dzień to punkt docelowy autostradami - Bordeaux. JAkoś tak wyszło, że do końca nie dojechaliśmy ale neidaleko jakoś tego miejsca w Libourne. Znaleźliśmy jakiś grill czynny, na przeciw hotelu Etap. Rano wyruszyliśmy juz w stronę wody, aby jechać jak najbliżej zatoki lokalnymi drogami docelowo mieliśmy w planach na ten dzień przejechać granicę z Hiszpanią i zatrzymac sie gdzieś na wybrzerzu w okolicach Bilbao, udało nam sie dotzreć do Castro Urdiales.Autostrady w Niemczech i Francji są ...nudne. Niżej we Francji już klimat zaczął sie zmieniać a co za tym idzie roślinność, ale głownie sa to pola, łąki albo jakies drzewa. Jedyne żywe dusze to krowy ![]() Zdjęcia z tej trasy są i będą jutro ![]() I na dzis to moze wszytsko. Dla ciekawych nasza tarse można łątwo wstukać na google maps. | |
| Biwak | |
Rzeczy na wyjazd: Do ubrania: - spodnie długie, wygodne, (jeśli jest możliwość podwinięcia nogawek spodnie krótkie nie są potrzebne) - spodnie krótkie - 3 podkoszulki (z czego jedną już macie na sobie) - 3-5 par skarpet, w zależności od grubości i materiału czasem lepjej jest założyć 2 pary naraz - 1-2 majtki, to co na sobie i ewentualnie jedne na zapas - buty wysokie i wygodne, najlepiej nieprzemakalne - jakieś tenisówki, sandały, czy trampki które można założyć w terenie który pozwala na wędrówkę w takim obuwiu lub/i aby stopa troszkę odpoczęła (np. po rozbiciu obozowiska), ale nie są konieczne - koszula z długim rękawem - polar lub lekki sweter (może być w zamian za koszule), w nocy może być jednak chłodno - jakaś lekka kurtka lub coś przeciwdeszczowego - beret, koniecznie drużynowy, zielny z lilijką (chyba ze ktoś niema) - jeśli nie ma to/i czapeczka z daszkiem, lub chusta na głowę (by się ochronić przed słońcem - czapka wełniana do spania (wbrew pozorom nawet w lecie można zmarznąć w śpiworze jak się ma głowę odkrytą) To jest moja propozycja na taki biwak jak ten, oczywiście można wziaść mnije zeczy niż podałem, jednak zalecam nie brać ich więcej. Art. Biwakowe: - plecak, wygodny, tak abyście mogli w niego wszystko spakować (dobrze jeśli już nie będzie w nim miejsca, to znaczy ze się dobrze spakowaliście i nie potrzebny jest wam większy plecak), dobrze jak ma pas biodrowy, pas piersiowy - śpiwór, generalnie jak najmniejszy i z temperaturę optymalną do pogody - karimata lub alumata (pierwsze jest wygodniejsze ale większe, drugie odwrotnie) - latarka z dobrymi bateriami - nóż (finka, scyzoryk, bagnet etc. ważne by był ostry) - coś do rozpalania ognia, jednak w miarę możliwości będziemy używać niekonwencjonalnych metod - chusteczki higieniczne lub srajtaśma - sznurek, taki którym można związać jakieś żerdzie czy plandekę, a więc mocny i długi na kilka metrów - ważne legitymacje szkolne, itp Art. Kuchenne: - menażka - sztućce - kubek (jeśli nie możemy do tego celu wykorzystać części menażki) Jedzenie: - na pierwszy dzień i drugi dzień koniecznie po 2 butelki wody mineralnej, nie gazowanej (2x1,5l) - jedzenie takie które można przyrządzić na ognisku, możemy kupić razem (wtedy musze mieć fakturę to dostaniemy jakiś zwrot kasy) lub każdy na własną rękę. - 2 x czekolada lub jakieś batony, mleko w tubce itp. kaloryczne tuczydło - jajka - mąka - herbata - cukier - chleb i cos do chleba - kiełbasa - musztarda, keczup - ziemniaki Generalnie to chyba wszystko co mi przyszło do głowy. Jeśli chodzi o gotowanie to wolałbym by było na ognisku jednak na wszelki wypadek wezmę kuchenkę z palnikiem. Jak ktoś lubi to może wziąć se zupki chińskie (ja ich nie lubię więc nie pisałem bo poza tym że nie smakują to strasznie śmierdzą To były indywidualne zestawy natomiast na patrol myślę że powinno nam wystarczyć: - plandeka - 1-2 saperki - 1 siekierka - kuchenka gazowa - sznurek kilka(naście) metrów - ze 2-3 aparaty fotograficzne - | |
| STREFA HUMORU i nie tylko :) | |
Zaczęła się elementarna nauka Jasia. Ojciec posłał go do szkoły publicznej. Po miesiącu nauczycielka wzywa ojca Jasia i mówi mu, że Jasiu jest diabłem wcielonym wszyscy się go boją, dziewczynki nie mogą spać po nocach po jego wybrykach i w związku z tym usuwa Jasia ze szkoły. Ojciec więc zapisał Jasia do szkoły prywatnej. Po miesiącu nauczycielka wzywa ojca i opowiada podobną historię jak poprzednia nauczycielka Jasia, o znerwicowanych kolegach i koleżankach o połamanych meblach w szkole itp. Nauczycielka zasugerowała przeniesienie Jasia do innej szkoły. Ojciec podumał, podumał i wymyślił żeby Jasia zapisać do szkoły Jezuitów (że Bóg to ostatnia deska ratunku dla Jasia). Jak wymyślił tak i zrobił. Po miesiącu wzywają jezuici ojca Jasia na wywiadówkę. Ojciec przygotowany na najgorsze przychodzi i słyszy, że dawno takiego porządnego ucznia jak Jasiu nie mieli. Pomaga kolegom, zawsze jest przygotowany, uczy się pilnie itp. Ojciec w szoku, że syn takiej przemiany doznał, postanowił więc Jasia zapytać, co spowodowało, że nagle stał się zupełnie innym dzieckiem. Jaś mu mówi: - Ojciec, bo tam jest tak: wchodzisz do szkoły, a tam na korytarzu człowiek na krzyżu. Idziesz na stołówkę, wisi człowiek na krzyżu. U dyrektora człowiek na krzyżu. Ojciec, tam się z ludźmi nie pierdolą. ------------------------------------------------------------------------------------------------ W niebie rozmawiają dwaj faceci: - Jak umarłeś? - Ze zdziwienia - Jak to? - Przychodzę do domu, żona goła w łóżku, ale kochanka nie ma, szukam wszędzie i go nie ma. No i umarłem. - Gdybyś wtedy zajrzał do lodówki, obaj byśmy żyli.. ===================================================== Zabił baca żonę. Prokurator go pyta: - Baco, pewnie mieliście jakiś powód żeby ją zabić? Może wam ubrań nie prała? - Oj panocku, prała. wszystko bieluśkie jak śnieg, pachniało aż miło. - No to może gotować nie umiała? - Oj panocku, we Paryzu w restauracji tekiego żarcia nie było jakem ja miał codziennie... - No to może wam nie dawała? - Oj dawała, panocku, nawet sąsiadka taka ochocza nie była. - No to czemuście ją zabili? - Oj, bo taka ogólnie menconca była... ========================================================================= Mamo! Ja nie chcę tego jajka! Ono jest zepsute! - Jedz smarkaczu i nie wybrzydzaj! - Mamo, ale ono naprawdę jest stare! - Jedz powiedziałam! Nie mam czasu znów słuchać twojego marudzenia! Chwila ciszy. - Mamusiu, a dzióbek też mam zjeść? ========================================================================== Hrabia wraca do domu w drzwiach wita go Jan: - I co stary zgredzie, znowu byłeś w pubie na piwie? Na to Hrabia: - Nie Janie, byłem w mieście kupić aparat słuchowy. ========================================================================= Siedzi facet w barze i sączy piwo. Znudzony tym wszystkim, a czuje, że ktoś za nim siedzi więc odzywa się do niego: -hej ty opowiem ci kawał o blądynkach. Na to głos odpowiada: -jak chcesz, ale powiem ci. że ja jestem blądynką, mam dwa metry wzrostu i jestem mistrzynią kingboksingu, przy mnie siedzi koleżanka też blądynka, ma 1.90 wzrostu waży 120kg i dziennie na siłowni wyciska po 200kg. Przy barze siedzi też blądynka, ma 180 wzrostu i ma wyrok za morderstwo. Dalej chcesz opowiadać kawał o blądynkach? - Nnniiee, pierdolę nie będę tego samego kawału tłumaczył trzy razy... | |
| Dieta od lekarza | |
Chciałam bardzo przeprosić wszystkie osoby, które do mnie pisały i im nie odpowiedziałam, ale po prostu ostatnio ma ekstremalnie mało czasu na Baybuska. Zamiast wysyłać każdej z Was z osobna moją dietę, po prostu ją opublikuję. Podkreślam jednak raz jeszcze, że przed zastosowaniem JAKIEJKOLWIEK diety odchudzającej należy skonsultować ją z lekarzem. Jeśli odczuwamy głód lub jesteśmy osłabieni na diecie - zasada jak wyżej. Z resztą na pewno jesteście rozsądne i się nie zagłodzicie, tak tylko piszę, dla zasady. No i niestety - efekty możecie mieć inne od moich, bo to menu było komponowane dla mnie indywidualnie (miałam mierzony poziom zbędnego tłuszczu i wody w ciele, tkankę mięśniową chyba też, takim specjalnym aparatem podłączonym do laptopa i na ekranie wyskakiwał wynik w procentach). Każdy człowiek ma trochę inne zapotrzebowanie na białko, tłuszcze, itp., ale generalnie stosując tę dietkę nie powinnyście zrobić sobie krzywdy. Spróbujcie i zobaczcie jak się będziecie czuły. Polecam jeszcze raz - schudłam 17 kg w 4 miesiące. Acha - ważne - trzeba się ruszać, ale ile - trudno powiedzieć. Jak to obliczyć? To menu to 1500 kcal - najlepiej oszacować jakoś mniej więcej ile kalorii spalamy (pzreciętna kobieta bodajże ok. 2400-2700, nie pamiętam dokłądnie, trzeba oszacować ile mniej więcej spalasz akurat ty, w zależności od trybu życia (są różne tabele w internecie), to wyjdzie wtedy z obliczeń, ile trzeba ćwiczyć, żeby uzyskać ujemny bilans energetyczny. Zdrowe chudnięcie to ok 1 kg - 2 kg tygodniowo. Na początku chudnie się więcej (bo organizm się oczyszcza), ale potem spadek wagi będzie wolniejszy, włąśnie taki j.w. Ja w trakcie diety karmiłam piersią, to dodatkowo sprzyjało chudnięciu, a pokarmu miałam nawet więcej, bo ta dietka jest zdrowa (zbilansowana - obmyślona tak, żeby jeść produkty zawierające witaminy z różnych grup i produkty nieprzetworzone - pełnoziarniste). Oto konkretne menu dzienne: - 2 łyżki płatków - muesli bez żadnych dodatków (np. "6 płatków zbożowych BIO" lub "Sante-6 płatków) - 1 łyżka nasion słonecznika lub dyni - 400 gram nabiału 0-1% tłuszczu (np. jogurty Bakomy-"Benefit", kefiry, mleko) - uwaga - nie kupować produktów typu light - to wielka ściema - mają często mnóstwo kalorii, są słodzone toksycznymi słodzikami (np. aspartamem) i mają pełno różnych śmieci. - 200 gram chudego twarogu (0-0,5%) - 2 i pół średniej kromki ciemnego pełnoziarnistego pieczywa - minimum 500 gram warzyw (różnych) - nie wolno mniej, bo ta dieta opiera się głównie na warzywach, by zapewnić odpowiedni poziom błonnika - część warzyw powinno się jeść na surowo, resztę można grilować, gotować na parze, ewentualnie smażyć na 1 łyżce oliwy z oliwek. Mogą być mrożonki. - 1 łyżeczka margaryny lub masła lub 1 łyżka oliwy z oliwek - 3-4 plastry chudej wędliny (np. drobiowej, nie wędzonej !) - 160 gram chudego mięsa (np. indyk) lub 160 gram chudej ryby (np. sola) - ryby powinno się jeść ok. 3 razy w tygodniu - 250-300 gram owoców - od czasu do czasu 1 łyżka suszonych owoców - 30 gram kaszy lub ciemnego ryżu lub makaronu razowego - 1 jajo - 1 ziemniak - ok. 1,5 litra wody mineralnej niegazowanej Jeśli słodycze, to 3-4 kawałki czekolady minimum 70% kako. Należy zjadać 5 posiłków dziennie, nie podjadać między posilkami, ostatni zjeść 4 godziny przed pójściem spać. Posiłki można komponować dowolnie, byleby były mniej więcej równej wielkości (nie napychać brzucha). Pozdrawiam wszystkich odchudzających się (ja wracam na tę dietkę, bo z powodu mojej choroby i apetytu na słodycze ostatnio przytyło mi się 2 kg, , ale zamierzam się poprawić). W każdym razie jakoś wielkiego jo-jo po tej diecie na pewno nie ma, pod warunkiem, że ....nie wracamy do starych nawyków ! Po tej diecie można jeść więcej, ale mniej więcej podobnie jęsli chodzi o proporcje i rodziaj produktów i tak już do końca życia (żegnajcie schaboszczaki, tony czekolady i tłuste sosy, jeśli ktoś tak jadł wcześniej). Jeśli ktoś zamierza wrócić do starych nawyków, to niech sobie daruje dietowanie. Pozdrawiam. Elunia K jestem pełna podziwu dla Ciebie ! | |
| Thermal Pro Revolution jak dawkować ? | |
Witam! Od Jutra chciałbym zacząć redykcję na spalaczu Thermal Pro Revolution. Już go dostałem tylko zastanawiam się jak go dawkować! Ważę 58 kg i mam 168 cm wzrostu. Moja dieta: Posiłek 1 - 7:00 Posiłek 2 - 10:00 Posiłek 3 - 13:00 Posiłek 4 - 16:00 Posiłek 5 - 18:30 ( Potreningowy ) Posiłek 6 - 19:00 Posiłek 7 - 22:00 ( Czystko Białkowy ) 1 Posiłek - 7:00 - 351 kcal 3 Kromki Chleba Żytniego Razowego ( około 100g ) 5,6 B 1,7 T 51.5 W 236 kcal Ser Biały Chudy ( około 100g ) 19,8 B 0,5 T 3,5 W 100 kcal Pół pomidora ( licze że 100 g pomidora to pół owocu ) 0,9 B 0,2 T 3,6 W 15 kcal 2 Posiłek - 10:00 - 212 kcal 2 Kromki Chleba Razowego Żytniego ( około 60 g ) 3,3 B 1,0 T 30,9 W 142 kcal 4 Plastry Szynki z Piersi Indyka lub Kurczaka ( podobne skład mają - około 65 g ) 13,8 B 0,8 T 0,1 W 63 kcal Ogórek ( około 50 g ) 0,4 B 0,1 T 1,5 W 7 kcal 3 Posiłek - 13:00 - 321 kcal 3 Całe Jajka Gotowane ( 150g ) 18,7 B 16,0 T 1,5 W 227 kcal Jabłko Całe ( 200g ) 0,8 B 0,8 T 24,2 W 94 kcal 4 Posiłek - 16:00 - 466kcal Kasza Gryczana ( 100g, 1 saszetka ) 12,6 B 3,1 T 69,3 W 339kcal Marchew ( 1 starta, ewentualnie Ogórek pokrojony ) 1,0 B 0,2 T 8,7 W 27kcal Mięso z Piersi Kurczaka ( 100g około - ewentualnie nieraz mięso z piersi indyka bez skóry i gotowane ) 21,5 B 1,3 T 0,0 W 100kcal Oliwa z oliwek ( 20g - polać na pierś z kurczaka ) 0,0 B 20,0 T 0,0 W 179 kcal Posiłek 5 - 166kcal Wafle Ryżowe ( 50g ) 3,5 B 0,7 T 39,3 W 166kcal 6 Posiłek - 19:00 - 151kcal Jogurt Naturalny 1,0 % (150 g, lub nieraz inny light ) 7,8 B 7,2 T 1,5 W 74kcal Otręby Granulowane ( około 60 g, 13 paczki ) 6,0 B 8,1 T 10,5 W 77kcal 7 Posiłek - 22:00 - 120kcal Tuńczyk w Sosie Własnym 28,2 B 0,7 T 0,0 W 120kcal Na siłownię chodzę tak: Poniedziałek (klatka + triceps) Środa (biceps) Piątek (barki + motylki) Aeroby: bieganie codziennie przed śniadaniem (30 min) i obrazu po bieganiu na brzuch A6W w poniedziałek i czwartek chodzę na zajęcia pozalekcyjne siatkówki po 2 godziny oto moje zdjęcia: ![]() ![]() PS ZDJĘCIA ROBIONE NIEDAWNO TAKA DATA PONIEWAŻ W APARACIE NIE BYŁO USTAWIONE Nie umiem określic ile chciałbym zrzucić tłuszczu, po 2 miesiącach napewno nie bedzie kaloryfera ;] ale chciaż mieć płaski brzuch i aby było widać znaczne efekty. MOJE JEDYNE PYTANIE TO KIEDY I ILE BRAĆ THERMALA, ASPARGINU I OMEGA3 Liczę na szybką odpowiedź bo od jutra chciałbym zacząć redukcję. Z góry dzięki za pomoc | |
| Usłyszałeś dobry dowcip podziel się z nami :) | |
Stoi dwoch gosci na parkingu i trzeci mowi do piatego : -chodz, idziemy z tego marketu, bo tu pelno zwierzat Ida, biegna az doplyneli na stacje benzynowa gdzie staly 3 statki. Pierwszy byl dobry, drugi dziurawy a trzeciego wogole nie bylo, wiec wsiedli do czwartego. Nie minelo pol godziny lotu jak wyladowali na jabloni. Przyszedl wlasciciel tej gruszy i mowi : -zejdzcie z tego orzecha, bo to nie wasza palma. W pewnym miescie powstal sklep, w ktorym kazda kobieta mogla sobie kupic meza. Mial szesc pieter a jakosc facetow rosla wraz z kazdym pietrem. Byl tylko jeden haczyk: jak juz kobieta weszla na wyzsze pietro nie mogla zejsc nizej, no chyba, ze prosto do wyjscia bez mozliwosci powrotu. Wchodzi wiec tam sobie pewna babka powaznie zainteresowana kupnem meza. Na pierwszym pietrze wisiala tabliczka: "Mezczyzni tutaj maja prace" -To juz cos, moj byly nawet roboty nie mial- pomyslala kobieta-ale zobacze co jest wyzej. Na drugim pietrze byl napis: "Mezczyzni tutaj maja prace i kochaja dzieci" -Milo, ale zobaczymy co jest wyzej. Na trzecim pietrze byla tabliczka: "Mezczyzni tutaj maja prace, kochaja dzieci i sa niesamowicie przystojni" -No coraz lepiej- pomyslala - ale wyzej to musi byc juz zajebiscie. Na czwartym pietrze mozna bylo przeczytac: "Mezczyzni tutaj maja prace, kochaja dzieci, sa niesamowicie przystojni i pomagaja przy pracach domowych" -Slodko, slodko... ale chyba wejde pietro wyzej. Na piatym pietrze stalo: "Mezczyzni tutaj maja prace, kochaja dzieci, sa niesamowicie przystojni, pomagaja przy pracach domowych i diabelnie dobrzy w lozku" -No niesamowite, wrecz cudownie - pomyslala kobieta - ale jak tu jest tak wspaniale, to co musi byc pietro wyzej!?! Na szostym pietrze BARDZO zdziwiona kobieta przeczytala: "Na tym pietrze nie ma zadnych facetow. Zostalo ono stworzone tylko po to, aby udowodnic, ze wam babom za cholere nie mozna dogodzic..." Dwóch białych murzynów jechało po krze lodowej po pustyni, leśniczy im mówi: nie rąbcie tych drzew, a oni dalej mieszają cement Pan Jezus pewnego dnia incognito przechadzał się po Nowym Yorku. W momencie kiedy przechodził przez slumsy, zaczepili go hipisi, którzy palili trawkę. Zaproponowali Jezusowi, żeby z nimi zapalił. Pan Jezus mówi sobie - czemu nie i zaciągnął się. Po pewnym czasie przypomniał sobie że się nie przedstawił hipisom, i mówi: - Jestem Jezus, a oni na to: - I o to chodzi! Stary dziadek ożenił się z młoda dziewczyna. Minęła noc poślubna, rano dziewczyna jest wniebowzięta : - Nie wiedziałam że w twoim wieku można tyle razy ! - A ile było ? - Siedem. - O rany, ja przez te sklerozę to się kiedyś zarypie na śmierć. Przychodzi murzyn do biura pośrednictwa pracy i pyta: - Czy jest jakaś praca dla czarnego? - Oczywiście! Pensja 10 tys., samochód służbowy, komórka. - Pani żartuje? - Pan pierwszy zaczął... - Jak zrobić sałatkę z buraków? - Wrzucić granat na zebranie Samoobrony. Nauczycielka mówi do ucznia: - Jasiu, nie wolno ci palić papierosów, przecież jesteś dopiero w 3 klasie. - Tak, proszę pani, ale Lepper jak był w 3 klasie to już palił. - Owszem, Jasiu, ale Lepper miał już wtedy skończone 18 lat. - Co robi Lepper, żeby zadzwonić z komórki? - Zamyka drzwi na skobel i macha dzwonkiem. - Dlaczego Lepper zawsze jest taki poważny? - Bo z dowcipów śmieje się tylko wtedy, kiedy je zrozumie. - Dlaczego Lepper woli solarium od słońca? - Bo słońce jest dla niego za daleko. A poza tym, słońce zachodzi na zachodzie, a zachód jest podejrzany. Lepper wzywa wróżkę: - W nocy śniły mi się ziemniaki. Co to znaczy? - To znaczy, że was na jesieni wykopią albo na wiosnę posadzą. Polska, rok 2015. Spłonęła Biblioteka Narodowa, a w niej cały księgozbiór prezydenta Leppera. Jedna z tych dwóch książek była wyjątkowo cenna, bo już pokolorowana. Renata Beger znalazła książkę. Nie widząc nigdy w życiu czegoś podobnego, pobiegła szybko do swojego przewodniczącego. - Panie przewodniczący, niech pan zobaczy, jakie są tu cuda i dziwy. Na to Lepper rzucił się na książkę, otwiera ją gwałtownie i krzyczy. - Gdzie te dziwy, gdzie te dziwy? Autokar wiozący grupę parlamentarzystów wypadł z jezdni i rozbił się na drzewie. Miejscowy rolnik, na którego polu doszło do tragedii, pogrzebał ofiary wypadku, a potem zadzwonił po policję.Policjanci po przyjeździe na miejsce zdarzenia zaczęli przesłuchiwać rolnika: - Czy na pewno wszyscy już byli martwi? - Niektórzy twierdzili, że nie, ale wie pan jak ci politycy kłamią... Do apteki wchodzi starsza, dystyngowa dama i od progu pyta się: - Czy szanowny pan aby napewno jest farmaceutą? - Ależ oczywiście. - Wykształcenie? - Wyższe. - Studia bez żadnych trójek? - Dyplom z wyróżnieniem. - Och, to dobrze - uspokoił mnie pan... Poprosze aspirynę. Wsiada matematyk do tramwaju i spogląda na swój zegarek. Jest 10:00. Jadąc widzi zegar na wieży, który wskazuje 9:58. Po chwili mija kolejny miejski zegar, który wskazuje godzinę 9:55. -Kurde, jadę w złą stronę. I wysiada. Julia jak zwykle stała na balkonie. Czekała. Powoli zapadała noc, a jego nie było. Wyglądała go już od kilku dni, skubiąc ze zniecierpliwienia i tak już porwane firanki. Zazwyczaj stawał pod oknem i głośnym okrzykiem obwieszczał swoje przybycie. Tym razem jednak mocno się spóźniał. Kiedy już miała zamknąć okno i udać się na spoczynek, usłyszała jego - wywołujący drżenie serca - mocny, męski głos: - PANI JULIO!!! RENTA!!! Dwaj staruszkowie wygrzewają się w słońcu na ławeczce. Nagle jeden mówi: - Wystarczy Edziu, że zdejmiesz spodnie, a powiem ci ile masz lat.. - Eeee, niemożliwe... Ale po chwili dodaje: - Dobrze Władziu, zobaczymy. I ściąga spodnie. Dziadek Władek dłuższą chwilę studiuje skurczone przyrodzenie kolegi i mówi: - Masz osiemdziesiąt siedem lat. - Genialne! Skąd wiedziałeś???? - Wczoraj mi powiedziałeś. Trzech zaprzyjaźnionych emerytów wspomina dawne czasy i najbardziej ekscytujące przeżycia, jakich dane im było zaznać. Pierwszy były policjant opowiada o wielkim pościgu za znanym bandytą. Strzelanina, porozbijane samochody, ale cała akcja zakończona sukcesem. Pozostali słuchają z uznaniem... Jako drugi opowiada strażak.Wspomina, jak przed laty płonął akademik. Zjechały się wszystkie jednostki z miasta, całą noc gasili ogień, ale najfajniejsze było, jak łapali nagie studentki, które musiały wyskakiwać przez okna. Pozostali słuchają z uznaniem... Wreszcie odzywa się trzeci facet, który całe życie przepracował jako przedsiębiorca pogrzebowy. - Któregoś razu zadzwonili z hotelu, że zszedł im jeden facet. Sprawę trzeba było załatwić dyskretnie, żeby nie wystraszyć reszty gości. Mieliśmy go zabrać z pokoju i wynieść na noszach że niby to zasłabł... Wchodzę i widzę, że w łóżku leży facet z erekcją, ale taką ogromną, że nie było szans, żeby go tak wynieść pod prześcieradłem. Złapałem więc szczotkę i walnąłem kijem z całych sił, żeby opadł... - Tu przerwał, aby zaczerpnąć tchu. Na twarzach kolegów rysuje się wyraz lekkiego niesmaku... Strażak pyta: - Ale co w tym ekscytującego? - No bo wiecie... Ja pomyliłem pokoje. Dziewczyna u ginekologa.Młody, przystojny lekarz zaczyna badanie, zakłada jednorazową rękawiczkę, wkłada palce. Badanie czyli. Nagle dzwoni telefon. Lekarz jedną ręka odbiera, a jako że czas to pieniądz drugą kontynuuje badanie: - Halo! Tu Heniek... ze studiów... jestem w twoim mieście. - Nie może być. Przyjeżdżaj, trzeba to oblać. - A jak do ciebie dojechać? Dzwonię z dworca. - Z dworca to pojedziesz prosto, później w lewo, będzie rondo, na rondzie w prawo, następne rondo i dalej to prosto, prosto i jesteś u mnie... Na to pacjentka: - Panie doktorze czy jeszcze jedno rondo mogę prosić? Panowie rozmawiają przy herbatce w klubie seniora. Jeden nagle pyta: - Mietek, a czy w tym tygodniu nie przypada wasza pięćdziesiąta rocznica ślubu? - Owszem. - I co planujesz? - No... pamiętam, jak na dwudziestą piątą rocznicę zawiozłem żonę do Francji... - Serio? A co zrobisz w tę pięćdziesiątą? - Hm... No może bym po nią pojechał... Spragniony podróżnik widzi na pustyni Eskimosa zajadającego loda. - Fatamorgana??? - mówi. - Nie, Bambino - odpowiada zadowolony Eskimos. Pewnego dnia Jezus zwołał w niebie swoich apostołów, i powiedział: - Na ziemi źle się dzieje. Słyszałem o rozprzestrzeniającej się tam pladze narkomanii, musimy coś z tym zrobić, lecz problem w tym, że niezbyt wiele o tym zjawisku tak naprawdę tutaj wiemy. W związku z tym wysyłam was wszystkich z misją na ziemię: idźcie i zdobądźcie próbki różnych narkotyków. Kiedy to się wam uda, wróćcie tutaj do mnie i razem przyjrzymy się z czym mamy do czynienia. Jak postanowił, tak się też stało. Apostołowie udali się na ziemię i po jakimś czasie zaczęli powracać ze zdobytymi narkotykami. Puk, puk! - rozległo się u drzwi Jezusa. - Kto tam? - Święty Piotr. - Co przytargałeś? - Marihuanę z Kolumbii. - Ok. Wchodź. Puk, puk! - Kto tam? - Święty Marek. - Co przytargałeś? - Haszysz z Amsterdamu. - Ok. Wchodź. Puk, puk! - Kto tam? - Święty Paweł. - Co przytargałeś? - Konopie z Indii. - Ok. Wchodź. Puk, puk! - Kto tam? - Święty Łukasz. - Co przytargałeś? - Opium z Indonezji. - Ok. Wchodź. Puk, puk! - Kto tam - Święty Krzysztof. - Co przytargałeś? - LSD i trochę trawki z jakichś akademików w Europie. - Ok. Wchodź. I tak po pewnym czasie zebrał się już prawie cały komplet. Puk, puk! Rozległo się raz jeszcze. - Kto tam? - Judasz. - Co przytargałeś? - FBI!!! Łapska w górę, gębami do ściany i nie ruszać się!!!! Do spowiedzi przyszedł facet i mówi: - Wybacz mi Ojcze, bo zgrzeszyłem... strasznie przeklinałem i to w niedzielę - No cóż... odmów 3 razy "Zdrowaś Mario" i staraj się uważać na swój język.. - Ale ojcze chciałbym wytłumaczyć okoliczności - otóż w niedzielę zamiast do Kościoła wybrałem się z przyjaciółmi na partyjkę golfa. Już na pierwszym dołku nie wyszło mi uderzenie i posłałem piłeczkę między drzewa... - I to Cię tak zdenerwowało, że zakląłeś - Nie, ponieważ okazało się, że piłeczka szczęśliwie upadła w miejsce, z którego można było oddać czysty strzał w kierunku dołka, ale jak podchodziłem do miejsca, w którym leżała piłeczka nagle przybiegła wiewiórka, porwała mi ją i uciekła na drzewo... - I wtedy właśnie zakląłeś - Nie, ponieważ zaraz potem wiewiórkę chwycił orzeł i odleciał... - I to Cię tak zdenerwowało, że zacząłeś kląć - Otóż nie, bo wiewiórka wypuściła piłeczkę, a ta spadła jakieś 10 cm od dołka... - No i nie mów że ku..a spier......ś to uderzenie ! Idzie facet przez pustkowie i tak sobie wędruje lecz nagle zachcialo mu się pić więc kiedy dotarł do miasteczka odrazu udał sie do miejscowego baru i zamówił cos do picia usiadł przy stoliku zadowolony ze za chwile zaspokoji swe pragnienie lecz w tej samej chwili do baru wpada jakis przestraszony gosciu i krzyczy - Ludzie sp********y stąd Wściekły Ahmed nadchodzi !!!!! wszyscy w popłochu opuszczają lokal facet mysli lepiej tez stad zwieje bo to jakis straszny koles musi byc z tego Ahmeda i nie zaspakajając pragnienia ucieka z reszta ludzi. Mysli sobie trudno dotre do nastepnego miasteczka i tam się napije , tak tez zrobił lecz sytuacja sie powtórzyła kiedy facet siadał przy stoliku ktos wbiegał do baru i krzyczał - Ludzie sp********y stąd Wściekły Ahmed nadchodzi !!!!! sytuacja powtarzała sie kilkakrotnie w co i róznych miasteczkach wkoncu facet mowi sobie - p******e to chce sie napić jak przyjdzie ten Wściekły Ahmed to spytam sie czego chce. facet siada i jak zwykle wbiega jakis koles i krzyczy - Ludzie sp********y stąd Wściekły Ahmed nadchodzi !!!!! cały bar opustoszał oprocz tego faceta ktory zaczał delektowac sie swojim drinkiem nagle do baru wszedł wysoki i barczysty murzyn. Facet troche przestraszony spytał sie tego murzyna -Co moge dla ciebie zrobić? na to murzyn mu odpowiada -postaw mi drinka nie ma sprawy facet wskoczyl na bar nalał murzynowi drinka , ten jednym chałstem opróznił szklanke facet ponownie spytał sie murzyna co moze dla niego zrobić na to murzyn odpowiedział - na kolana i zrob mi laske facet mysli sobie nikogo nie ma nikt sie nie dowie zrobie mu laske i bede mial św. spokój po skończonej robocie :p facet ponownie pyta sie murzyna czy mogłby cos jeszce dla nie go zrobic na to murzyn odpowiada - dobra juz nic nie chce teraz tylko szybko sp********y bo Wściekły Ahmed nadchodzi!!!!!!!!!! Reklama Mała włoska wioska gdzieś w górach. Chłopcy grają w piłkę na boisku Kolo drogi. Słychać krzyk matki: Faaaaabio do dooooomu! Odp.: Zaraz mamo! Pokazany samochód szybko jadący po krętych serpentynach. Piłka wypada z boiska na ulice, za nią leci mały chłopczyk (Fabio). Szybko jadący samochód wpada na wybiegającego na ulice malca. Pisk opon, brzęk szkła, krzyk widzącej to matki. Napis na końcu filmu: SZKODA FABIA. Ojciec ogłada w TV mecz. Nagle do pokoju wpada córeczka i wola - tato!, mama wpadła pod autobus... a tatuś: - To biegnij tam i zacznij już płakać - ja zaraz przyjdę... Powrót do góry tobson Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 16 Skąd: nisko Wysłany: Nie Kwi 03, 2005 1:49 pm Temat postu: pamietnika przedszkolaka : ...dzisiaj znów mama zaprowadziła mnie do przedszkola, chociaż całą drogę musiała mnie ciągnąć. Czy ci dorośli naprawdę nie mogą zrozumieć, że człowiek czasami pragnie odpocząć od tego wrzasku i ciężkiej harówki. Na przykład wczoraj przez cały dzień robiliśmy błoto na podwórku, przez co dzisiaj czułem się wykończony. Ba, ale co to kogo obchodzi. Jak się ma prawie pięć lat to już się jest poważnym człowiekiem, a starzy traktują mnie ciągle jak dzieciaka. Jak sikam w majtki to wcale nie znaczy że jestem dziecko! Po prostu czasami nie zdążę dobiec do kibla. No ale dosyć tych narzekań. Nie było ostatecznie tak źle, najpierw z młodym Gałązką rzucaliśmy klockami w dziewczyny. Ten kto trafił w głowę dostawał premię. Wygrałbym, ale te głupie dziewuchy wogóle nie znają się na sporcie: od razu poleciały na skargę do pani. Całe szczęście że zaraz szliśmy na obiad, bo w tym kącie chybabym z nudów umarł. Po obiedzie pani pokazała nam alfabet. No [...] zajebista sprawa. Można sobie wszystko zapisać i potem nic nie trzeba pamiętać. W praktyce jednak okazało się że wcale nie jest to takie genialne. Pani pokazała nam literę to ją sobie zapisałem, no a skoro zapisałem to mogłem ją zapomnieć, tyle tylko że jak już zapomniałem to nie wiedziałem co zapisałem. Popieprzone to wszystko... --------------------------------------------------------------------------- ----- ..wczoraj mama znów zawiozła mnie w wózku do przedszkola.Dobra by z niej była baba,tylko ma słabe przyspieszenie pod górke.Młody gałązka się chwali,że jego mama jak się spieszy , to wyprzedza nawet rowerowców.Co tam.Gruby Artur ma jeszcze gorzej.On już musi chodzić do przedszkola piechotą.Gruby Artur jest zresztą całkiem głupi.Przez całe dnie nic nie robi ,tylko zagląda dziewczynom pod sukienki.Naprawdę nie wiem ,co w tym ciekawego.Jak kiedyś zajrzałem cioci Basi to zobaczyłem tylko majtki.,a pod nie już nie zaglądałem.Zresztą jak kiedyś wujek Boguś próbował zajrzeć to dostał od cioci po pysku.Tata mówi że jak się ludzie biją to zawsze chodzi o pieniądze. Dziwne miejsce na przechowywanie portfela . No dobra , muszę kończyć bo idzie pani,żeby zabrać mnie z kąta...... --------------------------------------------------------------------------- ----- ...i znowu siedzę w przedszkolu jak ten palant, a za oknem śliczna pogoda. Już bym tak nie narzekał, żeby chociaż pani pozwoliła nam na 5 minut wyjść, ale NIE!!! Na podwórku jest błoto i się utaplamy. Mnie się do tej pory zdawało że to zaleta. Mieszać błoto mogę godzinami, chyba politykiem zostanę bo ostatnio słyszałem jak ktoś mówil że cała ta polityka to niezłe błoto. Politykiem to bym chciał zostać jeszcze z jednego powodu. Mama mówiła, że oni cały dzień nic nie robią tylko pi***ą w stołek, a mają z tego kupę forsy. Jako że ostatnio moje kieszonkowe uległo nadspodziewanemu zamrożeniu z okazji wylania do kibla mamy perfum żeby z butelki zrobić psiukawkę, postanowiłem z chłopakami trochę podreperować swój budżet. Młody Gałązka przyniósł stołek, Gruby Artur i ja objedliśmy się fasolówy i umówiliśmy się u Grzesia Klapidupy. pi***śmy w ten stołek cały dzień, a jedyne cośmy zarobili, to Gruby Artur w tyłek od swojej mamy bo tak się nadął że walnął bąka z kleksem. Forsy też żadnej nie dostaliśmy, tylko Grzesio przez tydzień musiał wietrzyć pokój bo się tam wejść nie dało. To chyba jednak tylko politycy tak potrafią. My mamy jeszcze za mało wprawy. Swoją drogą to w tym sejmie musi być niezły smród, jak tyle polityków w jednym miejscu. Zresztą co jakiś czas słychać że jest jakaś śmierdząca sprawa i że rozszedł się smród. Sie chłopaki poświęcają.... No dobra, dość tego leżakowania, trzeba się trochę pobawić... --------------------------------------------------------------------------- ----- Życie młodego człowieka jest naprawdę ciężkie. Zawsze można dostać w tyłek, nawet jak się jest niewinnym. Inna sprawa że trochę winny byłem, ale to był nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Było to tak: tata był w pracy a mama wyszła gdzieś po zakupy. Przyszedł do mnie młody Gałązka, Gruby Artur i Maniek zwany Letkim (zupełnie nie wiem dlaczego). Bawiliśmy się w kuchni w faraona, i mieliśmy zrobić mumię. Nikt nie chciał się zgłosić więc wybraliśmy na mumię Mańka. Maniek nie protestował, bo on jeszcze nie bardzo umie mówić. Owijaliśmy go taśmą samoprzylepną, aż tu nagle, gdy już byliśmy w połowie Maniek zaczął się drzeć "mamatijakupaja". Mówił to zawsze wtedy kiedy chciał kupę, no to go zaczęliśmy rozwijać. Tyle że ta taśma jakoś nie bardzo chciała go puścić. Gałązka wymyślił, że skoro nie możemy uwolnić go całego to chociaż rozkleimy mu spodnie i zaniesiemy do kibla żeby zrobił swoje. Tyle, że jak już zdjąłem Mańkowi gacie to on nagle zaczął. Nie zdążylibyśmy go donieść do kibla więc wstawiliśmy go do zlewu. Ja złapałem za szklankę i podstawiłem ją przed niego żeby nie zasikał mamie garnków a Gruby Artur łapał klocki. No i pech chciał, że jeden mu wypadł i wleciał wprost do grochówki która stała na kuchni. Próbowaliśmy go wyłowić sitkiem do herbaty, ale się nie udało, chyba sie rozpuścił. Myślałem że to będzie najgorsze, ale nie, tata zjadł i nawet się nie skrzywił. Wkurzył się o co innego: Artur po wszystkim wytarł ręce w ścierkę. Nie wiedziałem co z nią zrobić więc wrzuciłem ją do kibla i spuściłem wodę. W tym momencie sedes zamienił się w wulkan. Chciałem go trochę przetkać, najpierw ręką, potem szczoteczką do zębów mamy, ale nic nie pomogło. No to nawrzucaliśmy tam papieru żeby nie było widać ścierki i wróciliśmy do kuchni pełni nadziei że tata i mama nic nie zauważą. Niestety, cud się nie zdarzył. Następnym razem zacznę od pochowania mamie i tacie wszystkich pasków do spodni... --------------------------------------------------------------------------- ----- Dziś od samego rana postanowiłem być dobrym człowiekiem. Chciałem zrobić coś dla ludzkości. Jako że najbliższa ludzkość to moja mama i tata, postanowiłem im zrobić śniadanie. Kroić chleba jeszcze nie umiem, do patelni nie dosięgam, ale coś jednak zrobić trzeba. Pogrzebałem w szafkach i znalazłem kisiel malinowy. Nie bardzo wiedziałem jak się to robi więc poleciałem do młodego Gałązki, bo ten kujon już się trochę nauczył czytać i mógł przeczytać instrukcję. Okazało się że wystarczy do kubka wsypać trzy czubate łyżki cukru i to co jest w torebce, a potem zalać wrzącą wodą. Z wodą bym sobie poradził, ale przekopałem cały dom i okazało się że nigdzie nie ma ani jednej czubatej łyżki. Inna sprawa że ja nawet nie wiem jak taka czubata łyżka wygląda, więc dałem sobie spokój. Swoją dobroć przeniosłem na obiad. Chciałem trochę pomóc mamie. Mama powiedziała że na obiad będą ryby i mogę jej pomagać obtaczać te ryby w mące. Wszystko szło super dopóki nie wrócił z pracy tata. Strasznie się gdzieś spieszył i powiedział że jeść nie będzie. To po to ja się tak dla tej ludzkości męczę? Ze złości aż mi łzy napłynęły do oczu i zakręciło mnie w nosie. Tata właśnie podszedł w swoim nowym garniturze żeby pożegnać się z mamą, a ja w tym momencie kichnąłem: prosto w talerz z mąką! Chyba pobiłem rekord szybkości w zamykaniu się w łazience, bo tato ostatnio to coś nerwowy, a jak się zdenerwuje to bardzo szybko biega. No cóż, nie opłaca się poświęcać, nikt tego nie ceni... --------------------------------------------------------------------------- ----- Chyba muszę zmienić swój stosunek do Grubego Artura. Okazał się bardzo mądrym człowiekiem. Zaczęło się od tego jak młodemu Gałązce zaklinowało się [...] w tyłku. Siedział w kiblu z pół godziny i gdyby mu mama nie pomogła widelcem to chyba by tam siedział do śmierci. No właśnie, teraz już wiem jak wygląda usrana śmierć o której tyle się słyszy od dorosłych. Tak mi się wydaje że to musi być straszna choroba i dużo ludzi na nią zapada. Kiedyś jak mi się udało spinaczem otworzyć taty biurko to nawet widziałem kasetę na której chyba były sfilmowane przypadki tej choroby, bo na okładce były jakieś panie z tak porozciąganymi otworami w tyłkach, że to co Gałązka zrobił to był mały pikuś w porównaniu z tym co one musiały przejść. Nawet pamiętam nazwę łacińską tej choroby, bo była nadrukowana na kasecie: Anale Perwersjum czy jakoś tak. Co jeszcze zauważyłem na tej kasecie to to, że tym paniom poodpadały siurki. Jak powiedziałem o tym Gałązce to się trochę przestraszył, ale kolektywnie sprawdziliśmy czy jemu to grozi i okazało się że jemu trzyma się dosyć mocno. W każdym razie mieliśmy go co tydzień kontrolować. To była tajemnica, ale w jakiś sposób dowiedział się o tym Gruby Artur. Zaczął się z nas śmiać świnia jedna, i powiedział że dziewczyny bez siurków się RODZĄ!!! Zaczęliśmy mu tłumaczyć że jest głupi, bo jakby miały wtedy sikać, ale potem przypomniałem sobie że i Baśka Smalec i Jolka z jednym zębem i nawet ta ruda Mariola jak sikają do piaskownicy to kucają. Kurde frans, faktycznie z nimi coś jest nie tak. Poszliśmy z młodym Gałązką do Baśki Smalec i kategorycznie zażądaliśmy żeby pokazała nam siurka. Faktycznie, zamiast niego miała tylko jakąś szparkę. No proszę, człowiek całe życie się uczy, a głupi umiera... --------------------------------------------------------------------------- ----- Dzis dowiedziaiłem się o sobie bardzo niemiłej rzeczy. A wszystko przez Grzesia Klapidupę, Grubego Artura i mojego tatę, ale od początku. Dziś po obiedzie przyleciał do mnie Grzesio i zaczął mi opowiadać co mu się przytrafiło. Bawił się z chłopakami w chowanego i w nagłym przypływie geniuszu schował sie do skrzynki na piasek przed klatką, wtedy zobaczył przez szparę jak do skrzynki podeszło trzech panów w dresach, wygodnie sobie na niej usiedli i zaczęli coś popijać. Grzesio przez nich przesiedział w skrzyni trzy godziny, ale nie żałuje, bo dowiedział się bardzo ciekawych rzeczy i poznał parę fajnych przekleństw. Opowiedział mi wszystko i muszę przyznać że jedna rzecz mnie bardzo zainteresowała. Podobno każda dziewczyna ma przy sobie kakao tylko nie każdemu daje. Być może Grzesio coś przekręcił, ale jak się go dopytywałem to przysięgał że tak właśnie powiedzieli. A faceci byli na pewno bardzo mądrzy bo byli całkiem łysi, a mama mówi że jak komuś wychodzą włosy to musi być bardzo mądry. Interesowało mnie to dlatego że strasznie lubię kakao, więc jakbym je od jakiejś dziewczyny wycyganił to by było fajnie. Tyle że najwyraźniej te dziewuchy to straszne sknery. Myślałem, myślałem, aż w końcu wymyśliłem, że spytam o radę Grubego Artura. On z wszystkich chłopaków najlepiej zna się na kobietach. Gruby Artur powiedział mi, że jak chcę coś od dziewczyny to muszę być kurtularny i powiedzieć jej jakiś kontplement. Nie bardzo wiedziałem co to znaczy więc Arturo wyjaśnił że po prostu trzeba je prosić i zawsze mówić że coś mają ładne. Nie bardzo mi to pasowało, ale w końcu Gruby Artur to fachowiec; to on pierwszy odkrył że dziewczyny nie mają siurków. Pamiętając o wskazówkach przystąpiłem do działania. Akurat w pobliżu nie było żadnej innej dziewczyny jak tylko siostra młodego Gałązki. Wprawdzie jest już stara bo kończy gimnazjum, ale kiedy była młoda to była z niej całkiem niezła laska, widziałem ją na zdjęciach. Ułożyłem sobie przemowę i podszedłem do niej. Pamiętając nauki Grubego Artura powiedziałem, że słyszałem że ma ładne kakao i czy mogłaby mnie poczęstować. No i klops, nie podzieliła się, franca jedna. Jeszcze mnie tak zwymyślała, że gdybym to powtórzył to do końca życia nie obejrzałbym dobranocki. No i na koniec powiedziała że jestem zboczony: to już mnie trochę ubodło! Jak poszedłem z reklamacjami do Artura, to on stwierdził że miała rację, przecież kakao jest mdłe, jest na nim korzuch no i wogóle jest do kitu. Wtedy sobie uświadomiłem że nie znam nikogo kto lubiłby kakao. No i masz. Faktycznie jestem zboczony. Słyszałem że to można leczyć, tylko nie wiem gdzie. Postanowiłem porozmawiać z tatą: w końcu jest lekarzem i powinien wiedzieć takie rzeczy. Tyle, że jak spytałem go gdzie mogę się wyleczyć ze zboczenia, to najpierw zrobił oczy wielkie jak cycki cioci Basi, a potem posadził na stole i zaczął opowiadać jakieś koszmarne bzdety o pszczółkach i kwiatkach, o tym że jak się ludzie całują to się kochają i odwrotnie i tym podobne świństwa których aż się słuchać nie dało. Doszedłem do wniosku że tata jest bardziej zboczony niż ja, a skoro on się z tego nie leczy, a wręcz przeciwnie, jeszcze leczy innych, to i ja nie muszę się martwić. Chociaż, jeśli to dziedziczne, a tata o tym nie wie to może muszę go uświadomić? Nie wiem, muszę to sobie jeszcze przemyśleć... --------------------------------------------------------------------------- ----- ...jak to na wojence ładnie gdy przedszkolak w dziurę wpadnie. Tak sobie dziś śpiewałem cały dzień bo dzisiaj bawiliśmy się w wojnę. Zebrała się cała paczka: ja, młody Gałązka, Grzesiu Klapidupa, Gruby Artur, Letki Maniek i na dokładkę parę dziewczyn. Podzieliliśmy się sprawiedliwie na dwie drużyny tzn. chłopaki kontra dziewczyny plus Letki Maniek i przystąpiliśmy do działań zaczepno obronnych. Naszą kwaterę ulokowaliśmy w garażu Grubego Artura i na początek się okopaliśmy. Okop nie był głęboki, ale w kucki można było tam się nieźle bronić. Potem przygotowaliśmy amunicję: Gruby Artur proponował kamienie, ale doszedłem do wniosku że konwencje międzynarodowe nie dopuszczają tego typu amunicji do wojen podwórkowych, więc stanęło na kulkach z błota. Następnie przygotowaliśmy broń osłonową, czyli wiaderka z suchym piachem i czekaliśmy na nieprzyjaciela. Nieprzyjaciel jak to nieprzyjaciel zjawił się niespodzianie i wcale nie w przyjacielskich zamiarach: mianowicie przyleciał tata Grubego Artura i zaczął wrzeszczeć że mamy natychmiast zasypać nasz okop, bo on nie będzie mógł wyjechać z garażu. Nie zdążyliśmy mu wytłumaczyć że wojna wymaga poświęceń bo w biegu ciężko się mówi i można sobie język przyciąć. Całe szczęście że tata Artura jest trzy razy grubszy niź Artur, więc nas nie dogonił. Tym razem okopaliśmy się w piaskownicy. Na atak nieprzyjaciela nie trzeba było długo czekać, dziewczyny wyskoczyły z wrzaskiem z pobliskich krzaków i zaczęły nas obrzucać grudkami ziemi. Pierwszy atak odparliśmy bez problemów, ale okazało się że nasze kulki błota wyschły i ciężko je rzucać rękami; potrzebowaliśmy jakiejś wyrzutni. Gruby Artur wpadł na pomysł i za chwilę przybiegł z biustonoszem swojej mamy. W tym momencie nasze szanse wzrosły niepomiernie, bo mama Artura ma taki kaliber że można strzelać nawet arbuzami. Oddział Letkiego Mańka doszedł do wniosku że frontalnym atakiem nic nie wskóra i zaczął uciekać się do podstępów. Broniliśmy się dzielnie dopóki do naszych okopów nie wpadły skarpetki taty Letkiego Mańka. Wtedy wysłaliśmy lampamentariusza w osobie Grzesia Klapidupy żeby podpisać pakt o zakazie używania broni chemicznej. Przy okazji podpisał też pakt o zakazie używania broni biologicznej (dziewczyny miały cały słoik mrówek) jak i atomowej (Baśka Smalec wyciągnęła ze śmietnika pieluchy swojej młodszej siostry). Grzesio podpisałby pewnie jeszcze parę paktów bo jako jedyny z nas umie coś napisać, ale niestety wichry dziejowe w osobie mojej mamy zadecydowały inaczej tzn. zawołały mnie na obiad. Na wojnie to się ma apetyt.... --------------------------------------------------------------------------- ----- ...kto by pomyślał że w przedszkolu można się dowiedzieć czegoś ciekawego!?! Dziś nasza pani przyprowadziła jakiegoś pana który zaczął nam opowiadać o nauce. Wprawdzie dużo nie skorzystałem, ale między jednym a drugim staniem w kącie usłyszałem że nauka ma męczenników. I to że oni są bardzo sławni i wszyscy o nich mówią z szacunkiem i za to że się tak męczą dla tej nauki to potem wszyscy są im wdzięczni. Jak tak patrzę na swojego brata to on też jest męczennik, bo tak się codziennie męczy nad lekcjami, ale niedoczekanie jego żebym zaczął o nim mówić z szacunkiem. Podzieliłem się swoimi przemyśleniami z tatą, a on mi wytłumaczył że to nie do końca tak. Męczennik to taki który cierpi za pokazywanie swojej wiedzy. No to też mam kandydata. Kiedyś Grzesiu Klapidupa chciał pokazać że już umie pisać, więc napisał mazakiem na szafie d***, męczennikiem okazał się chwilę potem, bo mazak okazał się niezmywalny. Niestety znowu coś źle zrozumiałem bo mama omal nie padła na zawał ze śmiechu jak usłyszała że mówię do Grzesia "proszę pana Klapidupy". Okazało się że męczennikiem można też zostać kiedy poświęca się swoje zdrowie lub życie dla eksperymentu. No to zaraz przypomniało mi się jak młody Gałązka poświęcił się dla dla sprawdzenia czy kotu jest przyjemnie na karuzeli. Jego poświęcenie się polegało na tym, że dostał od ojca pasem kiedy ten wszedł do kuchni i zobaczył kota w mikrofalówce. Ale kot był wniebowzięty bo jeszcze przez jakiś czas miałczał i skakał z radości jak głupi. W każdym razie eksperyment się powiódł. Tyle że tata mówi że to też nie wystarczyło żeby zostać męczennikiem. Kurde frans, czy wszystko co ci dorośli robią i mówią musi być takie skomplikowane. Mam nadzieję nie dorosnę zbyt szybko... --------------------------------------------------------------------------- ----- Ale numer! W zyciu nie myślałem że w przedszkolu może być tak ciekawie! Ale po kolei. Dziś jak tylko mama przyciągnęła mnie do przedszkola, pani ogłosiła że zabiera nas na wycieczkę. I to żeby było jeszcze straszniej ta wycieczka miała być na wieś do jakiegoś gospodarstwa, żebyśmy sobie pooglądali jak wyglądają żywe zwierzęta. To już nie można było iść do zoo? Tam jest znacznie bezpieczniej bo te zwierzaki stoją w klatkach, a nie łażą po łące bez żadnego nadzoru. No ale skoro to pani decyzja to trudno. Wsiedliśmy do pociągu i po godzinie byliśmy na miejscu. No kto by się spodziewał że ta wieś jest aż tak daleko za miastem. No ale do rzeczy. My ustawiliśmy się w parach na łące a pani poleciała porozmawiać z szefem tego całego bałaganu który nazywał się pan Rolnik. Na odchodne powiedziała że możemy podejść pooglądać sobie krówki. Podeszliśmy, i zamarliśmy z przerażenia - tam nie było ani jednej krowy, same byki, a co gorsza prawie każdy z nas miał na sobie coś czerwonego. Szybko zaczęliśmy zdejmować wszystkie czerwone rzeczy: skarpetki, koszulki i tak dalej. W końcu co niektórzy nie bardzo już mieli co zdjąć, bo okazało się że Baśka Smalec wszystko ma czerwone, łącznie z majtkami. Był jeszcze jeden problem z Grubym Arturem, bo jemu było gorąco, a jak jest mu gorąco to ma całą czerwoną gębę. Na szczęście Grzesio znalazł jakiś kubełek który założyliśmy Arturowi na głowę i poczuliśmy się trochę bezpieczniej. Po chwili wróciła pani i oczywiście zaczęła wrzeszczeć że mamy się ubierać z powrotem. Po naszych gorących protestach wyszło na jaw, że nie tylko byki mają rogi, krowy też. Trochę się uspokoiliśmy, ale dla pewności puściliśmy Kaśkę przodem, a Grubego Artura nie czyściliśmy zbyt mocno (ten kubełek był po węglu). Mimo wszystko te krowy tak się dziwnie na nas spod byka patrzyły. Po tej przygodzie przeszliśmy sobie do mieszkania z krowami które nazywało się obora. Tam dowiedzieliśmy się mnóstwa pożytecznych rzeczy: po pierwsze, że krowa nie daje mleka jak się ją pompuje za ogon, po drugie że to co wtedy ta krowa daje to wcale nie jest mleko, po trzecie, że tego co ta krowa wtedy daje nie powinno się pić bo się potem strasznie nieprzyjemnie odbija, i po czwarte że jak już krowa skończy dawać to coś to trzeba się szybko odsunąć i nie zaglądać pod ogon bo się będzie, jak Gruby Artur, cały dzień śmierdziało krowią kupą. Przy okazji dowiedzieliśmy się że świnie jedzą wszystko, łącznie z moim workiem na kapcie, i że krowy na łące zostawiają miny poślizgowe (Mariolka nawet na jedną trafiła). Dowiedzielibyśmy się pewnie znacznie więcej, ale najpierw pani zabroniła nam szukać gdzie w kurze siedzą jajka, a potem przyleciała pani Rolnikowa i zaczęła krzyczeć że ją w oborze jakieś demony atakują. Na szczęście nie były to demony, tylko Letki Maniek wlazł w bańkę po mleku i krzyczał że nie może się wydostać, a że pani Rolnikowa nie zna tego narzecza to myślała że to diabeł. Trzeba było zabrać bańkę z Mańkiem do warsztatu mechanicznego, żeby ją porozcinali, a my wrociliśmy do przedszkola. Jednak na wsi nie jest tak strasznie. Nikt nie zginął. --------------------------------------------------------------------------- ----- ...jak ciężko człowiekowi w wieku przedszkolnym rozwijać swój talent. Wczoraj naprzykład wymyśliliśmy że założymy zespół. Jeszcze nie bardzo wiedzieliśmy kto na czym będzie grał, ale to ustali się później. Największy problem był z nazwą. Za żadne skarby świata nic nie przychodziło nam do głowy. W końcu Grzesiu Klapidupa stwierdził że pamiętał jakąś fajną nazwę, ale właśnie uciekła mu z głowy. Domyśliliśmy się że daleko uciec nie mogła, więc powiesiliśmy Grzesia za nogi na wieszaku żeby mu wróciła. Niestety natychmiast zalał go taki tłok uciekniętych wcześniej myśli, że aż poszła mu krew z nosa. Kiedy już wróciła mu przytomność powiedział że sobie przypomniał: mieliśmy się nazwać NECROCANIBALISTIC VOMITORIUM. Nazwa była bardzo fajna, ale okazało się że Grześ przeczytał ją w jakimś komiksie, i że taki zespół już był. No to klapa, wymyślamy coś innego. Ja wymyśliłem KARTOFEL BOFEL ale chłopaki powiedzieli że to głupia nazwa. W końcu pomogła nam siostra Gałązki: od tej pory naszą oficjalną nazwą było FAT ARTURUM AND LIGHT MANIECK. Zupełnie nie wiem co to znaczy, bo to po jakiemuś murzyńsku, ale bardzo fajnie brzmi. Potem zaczęliśmy przydzielać sobie instrumenty. Gruby Artur wziął perkusję, ja cymbałki, Gałązka gitarę swojej siostry a Letkiego Mańka daliśmy na wokal, bo jak śpiewał to brzmiało to mniej więcej tak jak te zagraniczne zespoły. Natychmiast zaczęliśmy nagrywać kasetę demo i pewnie nasza piosenka pod tytułem "zjedz swojego jeża" stałaby się przebojem, ale przyleciała sąsiadka i zaczęła opierniczać mamę że u nas jest taki hałas że jej mąż nie słyszy własnej wiertarki. No to mama zabrała nam perkusję, magnetofon i jeszcze nas ochrzaniła za pogięte garnki bo Artur strasznie mocno uderzał. Ciekaw jestem co powie siostra Gałązki jak zobaczy że została jej tylko jedna struna w gitarze. I miej tu człowieku talent.... --------------------------------------------------------------------------- ----- Ale jaja, niech ja skonam! Gruby Artur się zakochał. I to w kim, w tej rudej Marioli! Muszę przyznać że na początku to mieliśmy z niego niezłą nabitkę, ale później zaczęliśmy chłopakowi współczuć, chodził smętny, nie bawił się, nie mieszał z nami błota, no po prostu cień człowieka (dosyć duży cień zresztą). W końcu postanowiliśmy chłopakowi pomóc! Najpierw staraliśmy się go uzdrowić: tłumaczyliśmy jak komu dobremu, że dziewczyny są głupie, nie umieją się bawić a co gorsza jak się takiej spodobasz to bedziesz się musiał z nią ożenić i całować, normalnie ohyda. A do tego jeszcze dziewczyny są takie że chcą mieć dzieci. Ale Artur powiedział że ożenić się może, całować się nie zamierza, bo to facet rządzi w domu, a do roli rodzica jest już gotowy. No trudno jego problem. No to zaczęliśmy myśleć co zrobić żeby Mariola chociaż na niego popatrzyła. A jak na złość to jej chyba okulary bardzo zmętniały bo patrzyła i rozmawiała ze wszystkimi, tylko nie z Arturem chociaż to zawsze jego najbardziej widać. Zamontowaliśmy mu nawet żarówkę na czapce, ale to nic nie pomogło, Mariola zawsze patrzyła się w inną stronę. Jak już zawiodły wszystkie sposoby, to poszliśmy po poradę do starszych. Najpierw siostra młodego Gałązki tłumaczyła nam że jak chce się poderwać dziewczynę to trzeba być Romanem Tycznym, kupować kwiatki i chodzić do kina. Do kina to Artur jeszcze by poszedł, ale kupować kwiatki? Jakby na klombach mało tego sadzili. A już zmiana nazwiska i imienia zupełnie nie wchodzi w grę. No cóż, tym razem poszliśmy do dużego Freda żeby nam coś poradził. On powiedział że po primo trza mieć gadkie, po sekundo fulkasy, a po tercjo to trza sie myć bo jak spod napleta jedzie to żadna laska pały nie wymlaska. Zupełnie nie wiedzieliśmy co to znaczy, ale na wszelki wypadek umyliśmy Artura bardzo dokładnie. Potem mieliśmy problem z gadką, bo Artur jakoś dziwnie się przy Marioli zapowietrzał, więc wymyśliliśmy że weźmiemy Grzesia, zapakujemy do torby i to on będzie mówił a Gruby Artur tylko ruszał ustami, a w tej torbie niby będą te fulkasy. Potem daliśmy mu swoje kieszonkowe żeby mógł iść do kina i pomogliśmy zanieść torbę z Grzesiem pod drzwi Marioli. Zadzwoniliśmy i szybko uciekliśmy. Potem się okazało, że Artur przeżarł całą naszą kasę na lodach i się od tego rozchorował, a Mariola nie wiedzieć czemu lata teraz cały czas za Grzesiem Klapidupą i biedny Grzesio boi się wyjść z domu. Ach ta miłość to niebezpieczna rzecz... --------------------------------------------------------------------------- ----- ...czasem to można się głupio przestraszyć. Jako że dziś niedziela przyjechała do nas w odwiedziny ciocia Basia ze swoim synkiem Puckiem (swoją drogą jakby mi dali na imię Nepomucen to bym się chyba pod ziemię zapadł). Pucek jest jeszcze mały ale całkiem do rzeczy gość, całkiem przypadł mi do gustu. Pogadaliśmy se trochę o sprawach zawodowych i okazało się że na mieszaniu błota zna się całkiem nieźle, nawet opisał mi nową, bardzo ciekawą metodę doboru proporcji ziemi do wody, i już mieliśmy iść się bawić kiedy moja mama wpadła na genialny pomysł że pójdziemy do kościoła. Jakoś niespecjalnie lubię tam chodzić, ludzie bez żadnego powodu wstają, klękają, siadają i zupełnie znienacka śpiewają (żeby chociaż coś ładnego, ale czasem to tak wyją, że się tylko rozglądam czy gdzieś wilki się nie zjawią). Potem jeszcze dają kasę na bilet, a kiedy ksiądz wreszcie powie "Idźcie ofiary do domu" wychodzą i się cieszą że zrobili dobry uczynek. Nie wiem co dobrego w tym wszystkim, ale skoro tak lubią to pies ich trącał. I tu wyszła cała historia, bo Pucek jeszcze w życiu nie był w kościele i co więcej nigdy o czymś takim nie słyszał, więc ja, jako znacznie od niego starszy (całe półtora roku) postanowiłem dyskretnie się nim opiekować. Poszliśmy we czwórkę, tzn. ja, mama, ciocia Basia i Pucek. Heca zaczęła się już przed kościołem bo Pucek zaczął się dopytywać co to za zamek, i czy tam przypadkiem nie mieszka Gargamel. Oczywiście wszyscy zapewniliśmy go że nie, ale to go nie przekonało. Potem rozbeczał się jak usłyszał nasz chór kościelny bo ubzdurało mu się że tam jednak mieszka Gargamel i właśnie gotuje Smerfy na zupę a la Smerf, i to one tak żałośnie lamentują. Tylko zdążyliśmy go uspokoić Pucek wpadł w histerię bo zobaczył jak nasz ksiądz wyleciał z półmiskiem żeby zebrać kasę za wstęp. Prawdę powiedziawszy wcale mu się nie dziwię, gdybym nie wiedział co to za checa też bym się przestraszył, tym bardziej że nasz ksiądz chodzi ubrany na czarno, a z fizjonomii to taki podobny do Gargamela jakby tym rysownikom pozował. Ciocia i mama złapały Pucka dopiero przy trzecim skrzyżowaniu. Próbowały go zaciągnąć z powrotem, ale w życiu by im się nie udało gdybym mu nie wytłumaczył że to trochę głupio dać kasę za wstęp, a potem wyjść przed końcem. Jak wróciliśmy to akurat był ten moment jak ksiądz sobie kielona wycierał żeby se alpagę walnąć, ale jak zwykle ludzie są niecierpliwi; nie poczekali aż skończy, tylko od razu polecieli tam do tego stołu żeby dał i im. Pucek nagle nabrał odwagi i też chciał lecieć ale ciocia przetłumaczyła mu że jest za młody. No to Pucio się wnerwił i powiada że skoro tak, to niech mu zwrócą za jego bilet. Niestety kasa za wejście nie zwraca, bo tam nawet nie ma kasy. Zysk jednak był z tego taki, że jak Pucek poleciał do stołu żeby sie upominać o swoje to zobaczył, że ksiądz nie daje ludziom pić, tylko jakieś białe tabletki. No cóż, nikogo z nas nie bolał ani brzuch, ani gardło, więc tabletki nie były nam potrzebne. Ksiądz jeszcze sobie trochę pogadał, w końcu kazał wszystkim iść do domu. No cóż, muszę przyznać że tym razem było ciekawiej niż zwykle, ale biorąc pod uwagę minę mojej mamy po wyjściu, chyba nieprędko znowu pójdziemy z Puckiem do kościoła. A szkoda ... --------------------------------------------------------------------------- ----- Co można usłyszeć pracując w Biurze Obsługi Klienta? Jak się okazuje bardzo wiele ciekawych rzeczy. Prezentujemy zbiór śmiesznych rozmów, które bawią czytelników, a konsultantów BOK-u doprowadzają do rozpaczy. konsultant: "poproszę Pana nazwisko" klient: "moje, czy żony?" kons.: "czy mają państwo różne nazwiska?" klient: "nie" ja kupiłem dziś kartę tak-tak i nie zdążyłem jej jeszcze zaktywować, ale chyba ją zablokowałem". klient: "ja mam taki malutki problem" konsultant: "tak, slucham?" klient: "zdeptałem swój telefon" konsultant: "powinien Pan wybierać numery bez zera, proszę pana" klient: "dokladnie tak robię" konsultant: "proszę podać mi więc numer jaki pan wybiera" klient: "072..." konsultant: "proszę wyjąć z aparatu kartę SIM" klientka: "nie moge tego zrobic - ręce mi się trzęsą" "czy komorka moze sama puszczac sms-y?" "ja kupiłem ten telefon i co ja mam teraz zrobic?" "proszę pana, ja się założyłem z kolegą i włożyłem swojego Siemensa M35 do szklanki z woda, i teraz nie chcą mi go naprawić w ramach gwarancji" konsultant: "żeby zmniejszyć koszty na tym koncie mogę jedynie zasugerować zmniejszenie ilości wykonywanych połączeń" klient: "acha, a na czym to polega?" "gdzie ja mogę zadzwonić, żeby kogoś opieprzyc?" "prosze mi natychmiast podac lokalizacje mojego drugiego aparatu, wiem, ze jest to mozliwe, bo widzialem cos takiego na filmie SF" "prosze pana, ja słucham jak ktoś mi sie nagral na poczcie glosowej i staram sie odpowiedziec tej osobie, i krzycze "halo, halo!", ale ona mnie nie slyszy" prosze mi powiedziec, jakie promocje będziecie mieli we wrześniu przyszłego roku" "dlaczego Alcatel ma antenkę z prawej strony, Siemens z lewej, a Nokia w ogole nie ma?" kons.: "proszę pani, w dniu dzisiejszym pani konto było mniejsze niż 10 pln" klient: "nie" kons.: "proszę pani, pani konto wynosiło dziś 2,46 pln, czyli mniej niż 10 pln" klient: "nie" "ja dostalem taki komunikat, ze w celu tam-tego to cos-tam. Co mam teraz zrobić?" "prosze pana, mam taki problem, ja nie wiem, czy mam przyjemność z tym samym panem...?" "prosze pana, mi chodzi o ten aparat Motorola za 49 zlotych netto, czy to jest cena brutto?" KLIENT: To tyknęło i nie odpowiada !!!!!!!!! - ??? (po 15 minutach rozmowy doszedłem do tego, iż ten pan dostał smsa) KLIENT: Jak wyjadę na HAWAJE to ten telefon będzie działać? - tak - a ten z domu? - przepraszam czy pan chce zabrać tel. stacjonarny? - a ktory lepiej dziala ? (ludzie pomocy!!) KLIENT: panie mam problem! nie mogę wejść w moją sekretarkę! KLIENT: dzien dobry, chciałbym rozmawiać z iwentyfikacją - z identyfikacją... - no! z tymi od pieniedzy! KLIENT: "czy mogłaby mi pani rozciągnąć telefon na Niemcy..." (chyba chodzilo o roaming...??) KLIENT: "przepraszam ale ile naszczekałem do wczoraj?" (pytanie o bieżący rachunek??) KLIENTKA: "proszę pani, ja byłam wczoraj na grzybach i pies mi zablokował telefon i on teraz pisze, ze trzeba PUK wpisać..." (kurcze, inteligentny ten pies, trzy razy PIN musiał blednie wpisać...!) KLIENT: czemu nie mam tej jadaczki w poczcie na powitanie? KLIENT: chciałbym uaktywnić krycie numeru... KONSULTANTKA: w tej taryfie będzie miał pan szczyt od siódmej do dwudziestej... KLIENT: to chyba po viagrze! Klient: Ile ja mogę w sumie, ogółem, rozmawiać w ramach bezpłatnych minut? Konsultantka: A w jakiej jest Pan taryfie? Klient: Kielce Taxi... ale co to ma do rzeczy? Klient: Czy to z Panią rozmawiałem przed chwilą? BOK: Nie. Tu w infolini siedzi sporo osób... Klient: A to w takim razie nie ma sensu, żebym Pani wszystko jeszcze raz tłumaczył. Klient: Dzień dobry, chciałbym zlokalizować gdzie teraz jest moja żona, bo dzwoniłem do niej i mówiła, ze jest w Szczecinie, a miałem wrażenie, ze pojechala jednak gdzie indziej, gdzieś w rejony Władysławowa. BOK: Ale my nie jesteśmy w stanie zlokalizować pańskiej żony... Klient: Pani ja bezczelnie kryje! Jak nie możecie jej zlokalizować, jak ja do niej przed chwila dzwoniłem i ja zlokalizowałem? Klient: Dzien dobry chciałem się dowiedzieć ile kosztuje rozmowa w sieci. BOK: 1 zł Klient: Ciekawe, to się oszukujecie, mnie teraz wyswietlilo 0:33. (... to był czas trwania rozmowy...) (bez komentarza BOK"u) Klient: Witam, ja dzwonie, bo właśnie jestem poza zasięgiem sieci, i chciałbym się dowiedzieć czy państwo mogą mnie połączyć. Klient: Dzień dobry. Przeczytałem właśnie w gazecie, ze Państwo mogą mnie podsłuchiwać nawet jak ma wyłączony telefon. Czy to prawda? Klient "Pani, na wyświetlaczu koperta mi się pokazała". konsultant "ma pan wiadomość na poczcie" klient "a to dziękuje, dowidzenia" 15 minut później Klient" panie jaja sobie pan ze mnie robisz!!!!!! Byłem na poczcie we wsi i tam żadnej poczty dla mnie nie ma..." konsultant "ma pan wiadomość na telefonie" klient się rozłączył... --- Kowalskiemu zepsuł się telewizor. Czekając na przybycie mechanika rozejrzał się po pokoju i spojrzawszy na syna powiedział: - Jezu! Jasiek! Ale ty urosłeś! Nad stawem sidzą dwaj wędkarze.Jeden wyciąga rybe za rybą drugi nic.I po chwili jeden pyta się drugiego .Jak ty to robisz? ja tu już łowie tydzień i nic.Odpowiada drugi:wiesz wszystko zależy od dobrych robaków,ja codziennie rano ide na pole i podłanczam prąd do ziemi.wtedy wyskakują piękniuśkie dżdżownicę.no i spotykajasię po tygodniu jeden ze śliwa pod okiem.No i tamten siepyta:Co ci sie stalo.Odpowiada drugi:Wiesz zrobilem jak kazaleśb i wyskoczyły wielkie i piękne dżdżownice.Ale pomyślałem jak dodamjescze 500 wolt to wyjdą jeszcze większe i piękniejsze.No i dodalem 500 ,1000 i 1500 i wtedy wyszli górnicy i mi wpier*****i. Jeep patrolu marines zatrzymuje się na autostradzie prowadzącej do Bagdadu. Na poboczu drogi leży pokrwawiony, nieprzytomny iracki bojowiec oraz półprzytomny, ale równie mocno poraniony żołnierz USA. - Kolego, co się stało? - pyta rannego Amerykanina dowódca patrolu. - Stałem na posterunku, a tu raptem zza krzaka wyskakuje uzbrojony iracki bandyta i mierzy do mnie z kałasza. No to ja wyciągam moje M-16 i mówię do niego: ,,Saddam to ch...'' Na to ten Arab drze się: ,,Bush to ch...'' A kiedy na środku drogi podawaliśmy sobie dłonie, potrąciła nas ciężarówka... W państwowym zakładzie nastał nowy dyrektor. Zwołał zebranie wszystkich pracowników: - Od teraz nastają nowe porządki. Sobota i niedziela są wolne, bo to weekend. W poniedziałek odpoczywamy po weekendzie. We wtorek przygotowujemy się psychicznie do pracy. W środę pracujemy. W czwartek odpoczywamy po pracy. W piątek przygotowujemy się do weekendu. Czy są jakieś pytania? - Długo będziemy tak zap*****ać? W czasach agroturystyki, pewien mieszczanin wybrał się na wczasy - na wieś. W niedzielę, nudziło mu się nieco, więc przeszedł się po wsi. Natknął się na gospodarstwo, w którym zobaczył w zagrodzie świnkę z drewnianą nogą. Zaintrygowało go to do tego stopnia, że odszukał gospodarza i pyta: - Gospodarzu a dlaczego ta świnka ma jedna nogę drewnianą? - Aaa, ja panu zaraz wszystko opowiem jak to było. To było dwa lata temu. Nie! Trzy lata temu. U nas była powódź, wszystko zaczęło pływać, a myśmy spali. Ale świnka, świnka proszę pana wiedziała, co nam grozi. Przeskoczyła swoją zagródkę, podpłynęła do chaty, obudziła nas i myśmy się uratowali, gdyby nie ona... - Dobrze, dobrze, ale dlaczego ona ma nogę drewnianą? - Aaa, ja jeszcze nie skończyłem, zaraz panu wszystko opowiem jak to było. To było chyba 2 lata temu. Ktoś podłożył ogień w gospodarstwie i my byśmy się popalili wszyscy, ale świnka, świnka wiedziała, co nam grozi. Przeskoczyła swoja zagródkę i wyciągnęła mnie spod palącej się belki. Ja wyciągnąłem rodzinę, inwentarz.... - Nno, dobrze, ale dlaczego ta świnka ma nogę jedną drewnianą? - Aaa, ja już panu wszystko opowiem jak to było. To było chyba zeszłego lata. Nas napadli zbójcy. Związali nas, pieniędzy chcieli. A przecież my pieniędzy nie mamy. Ale świnka, świnka wiedziała co nam grozi. Przeskoczyła swoją zagrodę, spłoszyła zbójców.... - Proooszę pana... Opowiada mi pan trzecią historię, a ja chciałem tylko wiedzieć dlaczego ona ma jedną nogę drewnianą? - A pan by zjadł taką kochaną świnkę od razu?? Tata z 6-letnim synkiem robi zakupy w supermarkecie. Kiedy przechodzą obok półki z prezerwatywami, synek pyta: - Tato, a co to jest ? - To są prezerwatywy, synu - odrzekł ojciec. - A po co one są ? - Kontynuuje malec. - Prezerwatywy są po to, żeby mężczyzna miał bezpieczny seks z kobietą - odpowiada ojciec. - Tato, tato, a dlaczego w tym opakowaniu są 3 sztuki ? - nie daje za wygraną chłopczyk. - Widzisz synu, bo to jest zestaw dla młodzieży uczącej się: raz w piątek, raz w sobotę, raz w niedzielę. - Tato, tato, a dlaczego w tym opakowaniu jest 6 ? - pyta synek - Widzisz synu, to jest zestaw dla studentów: dwa razy w piątek, dwa razy w sobotę, dwa razy w niedzielę - odpowiedział ojciec. - Tata, tato, a dlaczego w tym opakowaniu jest 12 ? - kontynuuje malec. - Hmm... widzisz synu, bo to jest zestaw dla dojrzałych, żonatych mężczyzn. Raz w... styczniu, raz w lutym, raz w marcu... PS to dopiero początek | |